piątek, 28 września 2012

Rozdział 12

Ten rozdział został napisany zupełnie z samych wypocin, jak każdy widzi między tym rozdziałem a pozostałymi jest ogromna przepaść pod względem dodawania jak i wykonaniem. Bardzo krótki, następne postaram się aby były dłuższe. Jest nie betowany. Bardzo trudno mnie się go pisało, wiem ze kilka osób na niego czekało m.in. Kat, Pewna osoba anonimowa oraz Kasiaaaa, bardzo miło było czytać te kilka komentarzy, w końcu komentarze karmią wenę.
 
**************
Ness z zawrotną prędkością zbliżała się do zakrętu korytarza, gdy nagle stanęła. Obróciła się na pięcie i spojrzała ze złośliwością na swoje przyjaciółki. Pobiegła z taką samą prędkością jak przedtem w ich kierunku. Uśmiechnęła się ze złośliwością w oczach.
- Chyba się pomyliłaś Eli - powiedziała z jakąś dziwną satysfakcją w głosie. - My mamy szlaban, cała czwórka - zatoczyła nadgarstkiem koło z wystawionym jednocześnie palcem wskazującym i zachichotała.
Dziewczyny spojrzały po sobie z deka przerażone i niczym wiatr popędziły obok niej. Ness zaśmiała się.
- Do Filch'a w drugą stronę! -  zawołała za nimi i wskazała korytarz za nią. Dziewczyny zatrzymały się tak gwałtownie, że powpadały na siebie. Trzy damy z dobrych domów leżały jak długie na ziemi z fryzurami jak wkurzony Chopin.
Ness nie czekając na resztę ruszyła sobie w kierunku miejsca gdzie czekał na nich woźny. Dziewczyny oczywiście po tym jak się pozbierały z ziemi dołączyły do przyjaciółki. Nie rozumiały czemu Ness w ogóle teraz się nie spieszy. Szła sobie powolnym spacerkiem, gdy nagle za rogiem korytarza pokazał się w całej okazałości zirytowany Filch.
- Skąd wiedziała? - pomyślała Eli. - Ale przecież nasz szlaban miał być dopiero... - zaczęła, ale woźny przerwał jej.
- Pan Black, przekierował szlaban niejakiej Louis'y Holy na wspólny szlaban z pannami: Windstone, Lovegood i Bess, ponieważ w ten czas miał jakąś służbową sprawę - oznajmił, gdy mówił o Syriuszu wyraźnie w jego głosie było słychać niechęć. - Będę się musiał z nimi użerać... żałuje, że nie można już korzystać ze starych metod wychowawczych - mamrotał do siebie pod nosem. - Będziecie pomagać Hagridowi przy nawożeniu mysiego ziela. Mielibyście coś do sprzątania w zamku, ale za późno zostałem poinformowany o waszym szlabanie.
Dziewczyny ruszyły w kierunku schodów z cierpiętniczymi minami, ale zostały zatrzymane.
- Bez używania różdżek - oznajmił i dziewczyny z coraz to "weselszym" minami oddały różdżki. Gdy różdżka Ness trafiła w ręce woźnego, Filch miał wrażenie, że już wcześniej widział gdzieś tą różdżkę, ale odepchnął tą myśl daleko uważając, że to zbyteczne.
Po paru minutach znajdywały się już przy domku gajowego. Pół olbrzym już tam na nie czekał razem z Kłem. Po wymianie przygotowań, uciętych przez woźnego, który zaraz się oddalił, udali się do miejsca przeznaczenia. Czas im się dłużył, nie minęło dwadzieścia minut, a byli na miejscu.
- No dziewczyny, pan Filch zabronił mnie pomagać wam, więc będę tylko pilnować - orzekł swoim  mocnym aczkolwiek niepewnym głosem gajowy. Potem wskazał im szare, uciekające rośliny o dziwnym kształcie. Dziewczyny zabrały się od razu do pracy, w końcu chciały mieć też troszkę wieczoru na pierwsze omówienie i praktyki animagii.
Gdy Angie przymierzała się do pierwszego podania śmierdzącego nawozu roślinką, nagle kichnęła i stało się nieszczęście. Roślinki zaczęły uciekać.
-Angie! - syknęły dziewczyny i zaczęły biegać w tę i z powrotem. Dla pobocznego widza wyglądało by to  śmiesznie.
Gdy udało im się po nawozić większość ziela, postanowiły zrobić odwet wobec Angie. Jeszcze w tym samym momencie wepchały Angie niby to przypadkiem w stertę nawozu. Po chwili wszystkie zostały ubrudzone nawozem, ponieważ Angie w wściekłości, nie zwracając uwagi na to jakie to ohydztwo bierze do ręki, zaczęła rzucać w nie wszelakimi odpadkami zamku jakie miała pod sobą. 
Dziewczyny były jednocześnie wściekłe jak i świetnie się bawiły. 
Po zakończonym szlabanie wróciły całe umorusane trawą i śmieciami z nawozu. 
Cała wściekłość na Angie im przeszła i postanowiły wreszcie udać się na pierwsze swoje nauki o animagii na wieże astronomiczną. Do tej pory nie wiedziały jakim cudem uniknęły spotkania z profesorami po ciszy nocnej. 
" Animag - jest to czarodziej, który może zmienić się w zwierzę wtedy, gdy tego potrzebuje lub po prostu chce. Takie przeobrażenie się nie jest jednak łatwe - potrzeba wielu lat ćwiczeń i praktyki, by uniknąć komplikacji podczas przemiany. Każdy animag (pod groźbą kary) miał obowiązek zarejestrowania się w Ministerstwie Magii. "
Wyrecytowała Ness.
- Ale oczywiście nie każdy dobrowolnie pójdzie się zarejestrować - powiedziała mimochodem Eli.
- No właśnie! - powiedziała rozbawiona Ness.
- Dlaczego się śmiejesz? - zapytała nic nie rozumiejąca Angie.
- Co jest niezrozumiałego w tym, że to jest nielegalne Angie? - zapytała swoim melancholijnym tonem Luna, mimo iż jej głos jak zawsze brzmiał na rozmarzony i nieobecny było w nim słychać lekką irytacje z powodu głupoty Angie. - I ona jest krukonką? - pomyślała z ironią.
Ness westchnęła i wstała z pozycji nazywanej potocznie "siedzenie po turecku" lub "medytowanie" i podeszła do dziewczyn.
- Niech Angie nie zaprząta sobie tym głowy... - powiedziała Ness. - Może kiedyś zrozumie o co chodzi.
Ness zajrzała do książki i oznajmiła, iż pierwszym krokiem do osiągnięcia formy animagicznej jest wewnętrzne wyciszenie. Po oznajmieniu tego spojrzała na Angie spojrzeniem, które jasno mówiło "to jest niemożliwe do osiągnięcia u niej".
Nagle usłyszały kroki, wtedy Ness błyskawicznie i bez zastanowienia wyciągnęła swoją pelerynę niewidkę i ukryła się pod nią razem z dziewczynami. Do wieży astronomicznej wpadła jakaś parka: chichocząca dziewczyna - puchonka, i ciągnięty przez nią chłopak - gryfon.
Ness pokazała jakby zaraz miała zwymiotować, a po chwil na migi wskazała, aby ulotnić się z wieży.Potrwało to krótko, ale szybko dotarły do kołatki i przekradły się do swoich dormitorium.
- Kurcze, nie zdążyliśmy nawet nic przećwiczyć - zirytowała się Eli.
- Zapomniałaś, najpierw musimy się wyciszyć, jak mówi książka - powiedziała Luna, jakby przemawiała do dziecka.
- Weź się nie wymądrzaj - prychnęła. - Przecież wiem, ale nawet nie zaczęłyśmy, ot cała nasza lekcja potrwała 10 minut, pff - wyrażała swoje zirytowanie Eli.
- Spokojnie, spokojnie mamy jeszcze sporo czasu... - starała się załagodzić rychło zapowiadającą się kłótnie Ness. - A tak poza tym, mogłybyśmy się wykąpać śmierdzimy bardziej niż stado troli - tu aby podkreślić wagę swoich słów zatkała nos.
- Ano faktycznie - stwierdziła głupkowato Angie.
- Jakaż to elokwencja płynie z twych słów - przemówiła Eli.
- Kiepsko ci idzie - stwierdziła Luna.
- Co kiepsko mi idzie? - zapytała Eli.
- Naśladowanie Snape, ot co. - Luna i ruszyła w kierunku drzwi. Między Angie i Eli zaczęły się wytwarząc mentalne błyskawice. Już miały się zaczął kłócić, gdy nagle usłyszały dźwięk trzaskających drzwi łazienkowych. Dziewczyna za drzwiami tylko uśmiechnęła się diabelsko, gdy usłyszała wspólne, oburzone "Hej!". Ness pokiwała z dezaprobatą.
- One nigdy się nie nauczą, że z  panną Riddle nikt nie wygra - szepnęła do siebie zadowolonym głosem, lecz po chwili zamilkła zdając sobie sprawę z tego iż nazwała siebie per Riddle, czego nigdy do tej pory nie robiła, a wręcz ja to odrzucało.
Odepchnęła od siebie nachodzące do jej głowy myśli i ruszyła pod prysznic, aby zmyć z siebie niezidentyfikowane brudy. Spojrzała w lustro i stwierdziła iż wygląda jak siedem nieszczęść, posklejane włosy, ubrania wygniecione i brązowe - trzeba wspomnieć iż były one wcześniej białe, błękitne i szare - a twarz, tu było jej nawet szkoda gadać.
Zdjęła z siebie brudne ubrania i weszła pod prysznic, a następnie odkręciła kurek z wodą. W momencie gdy poczuła wodę na swojej skórze, z hukiem upadła na ziemię. 
- Co jest?! - pomyślała Ness, gdy zobaczyła zamiast swoich nóg długi łuskowaty ogon i kosmyki długich zielonych włosów.
Po chwili usłyszała zgrzyt klamki, na szczęście zamknęła łazienkę zaklęciem, więc nikt nie zobaczył jej w syreniej postaci.
- Coś się stało Ness?- zapytała zatroskana Eli.
- Nic mi nie jest! - szybko odpowiedziała Ness i na poczekaniu wymyśliła resztę odpowiedzi. - Poślizgnęłam się na mydle.
- Aha, ok - odpowiedziała Eli i nastała cisza.
Tymczasem Ness starała się coś zdziałać z ogonem, miała pełno wskazówek od ciotki co robić w takich momentach, ale wszystkie wyleciały jej z głowy w przypływie szoku. Postanowiła się jednak najpierw umyć. 
Ogon utrudniał jej mycie, lecz po jakiejś półgodzinie uporała się ze wszystkim i instynktownie zaczęła się osuszać ręcznikiem. Gdy usunęła z siebie resztę kropelek wody, zaczęła widzieć jakby z jej nóg opadał przezroczysty materiał. Siedziała naga z powrotem, lecz po chwili ulgi iż udało jej się wrócić do normalnej postaci, nastąpiło otrzeźwienie w postaci ogromnego bólu w dolnych partiach ciała. Czuła jakby mięśnie w jej nogach zostały bardzo mocno rozciągnięte i teraz z oporem wracały do naturalnych rozmiarów.
Ubrała się w piżamę i wyszła z łazienki starając się nie krzywić przy każdym kroku. Zaraz po chwili usłyszała jak Luna również opuszcza łazienkę. Nie trzeba było czekać długa na dźwięk zamykajacych się za Eli i Angie drzwi. Ness spojrzała na nią swoim niewidzącym spojrzeniem i bez słów oddaliła się by po chwili położyć się spać. 
Ness sięgnęła do swojej szyi i poczuła pustkę w miejscu w którym zazwyczaj był jej urodzinowy medalik. Mimo, że wiedziała iż nie ma medaliony dalej usiłowała go znaleźć na sobie, lecz jej próby były daremne. Medalionu jak nie było, tak nie było. 
Czas na moment się zatrzymał, by po chwili sprawić iż serce Ness zacznie bić z zawrotną prędkością. Ness wyciągnęła pergamin i zaczęła pisać do ciotki.

Droga ciociu!
Chyba zgubiłam medalion.

Louise

To była cała wiadomość do ciotki, więcej nie było trzeba pisać. Nic dodać nic ująć. Czuła się nieswojo. Wzięła swój grubszy szlafrok o liliowej barwie i pelerynę niewidkę, aby po chwili opuścić dormitorium. Błyskawicznie udała się do sowiarni, a gdy tylko znalazła sowę która najszybciej według barw dostarcza wiadomości, przekazała kopertę.
Trzęsąc się z zimna, zaczęła wracać do dormitorium. Zimy nie są najlepszą porą na nocne przechadzki. W swoim biegu zapomniała narzucić na siebie pelerynę niewidkę. Gdy pędziła w stronę schodów wpadła na jakąś wysoką postać.
- Przepraszam - bąknęła Ness i już miała wymijać tą osobę, gdy została zatrzymana w silnym uścisku na ramieniu. - Powiedziałam przepraszam - chciała się wyrywać, ale osoba była za silna.
- Spokojnie, spokojnie, nie wyrywaj się tak  - poprosił męski głos, lecz nie był to głos żadnego z profesorów. Ness podniosła głowę i "obczajając" nowo spotkaną osobę, zauważyła emblemat domu węża.
- Kim jesteś?
- Jestem... 

3 komentarze:

  1. W końcu nowy rozdział!!! Czyżby Ness zaczęła się przyzwyczajać do tego, że jest córką Riddle'a? Jak ona mogła zgubić medalion? Coś czuje, że jej ciocia nie będzie zachwycona. Ciekawe na kogo się natknęła. Musiałaś przerwać w takim momencie prawda? No ale nic, życzę dużo weny. Ps. Czekałam, to mało powiedziane! Ja go wypatrywałam jak tonący tratwy. A teraz znowu muszę czekać. :(

    OdpowiedzUsuń
  2. A tak poza tym, to kiedy można się spodziewać kolejnego rozdziału? Pozdrawiam i życzę weny i czasu!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmn... tak btw to przypomniało mi się coś jak była wzmianka o Filchu i różczce. Czy jak dziewczyny ją stylizowały niezauwarzyły blizny, przecież napisałaś, że nie znikła >3> A teraz zauwarzylam mały błędzik. W rozdzile o łapaniu Dix napisałaś najpierw, że żyją w Norwegi, a potem, że ze Szwecji... Dla mnie to dwa różne miejsca... i oddzielają je góry >.>
    A wracając do rozdziały... To życie syreny >.<
    Dalej...
    Mam nadzieję, że to był Mylfoy <3
    N.A.

    OdpowiedzUsuń