piątek, 4 listopada 2011

Louise Vanessa "Ness"


Rozdział 1

Otworzyłem oczy i spojrzałem z niespotykanym u siebie zachwytem.
Wszystko był takie wyraźne.
Mimo, że wokół było ciemno i nie miał okularów! Widziałem dokładnie każdy szczegół mojego pokoju.
Nagle moje ciało przeszył niewyobrażalny ból. Taki jakby moje ciało zostało włożone do silnie żrącego kwasu. Ból rozprzestrzenił się po całym ciele i nie zamierzał maleć, wręcz rósł. Miałem wrażenia jakbym dostał crucio'atusem. Nie mogąc powstrzymać cisnącego się na moje usta krzyku, który wypełnił całe pomieszczenie. Do pokoju wbiegła ciotka i widząc moje cierpienie, o dziwo zamiast wrzeszczeć na mnie żebym się zamknął, to ona pocieszała mnie, że zaraz ból się skończy. Po jakiejś chwili zaczął ustawać i w końcu zniknął pozostawiając po sobie znikome uczycie pieczenia. Ciotka tylko pogłaskała mnie po głowie i odeszła. To było dziwne, ale nie zwracałem już na to uwagi.

- Śpij spokojnie,  Louise*. - rzekła jeszcze cicho, ale jej nie usłyszał.

Następnego dnia gdy się obudził pierwsze co zrobił po otwarciu oczu, to było natychmiastowe ich zamknięcie. Wszędzie było tak jasno. Wszystkie zapachy wokół były tak bardzo drażniące nos, że musiał nachwalę wstrzymać oddech, ale wtedy poczuł, że nie jest mu potrzebne powietrze.
Umarł?
Położył dłoń na miejscu gdzie powinno być serce, ale nie dość, że nie poczuł bicia serca to jeszcze jego dłoń nie leżała tak jak powinna. Popatrzył w dół i pierwsze co z siebie wydał to lekki pisk, ale zaraz znowu zakrył usta. Nie chciał budzić wujostwa.  Poszedł do łazienki, ponieważ tylko tam miał najbliżej lustro. Stanął jak wryty, gdy zobaczył w lustrze obcą postać. Postać stała z gracją baletnicy, a patrzenie na nią sprawiało mu przede wszystkim ogromną przyjemność. Nieznajoma była niezaprzeczalnie niezwykle urodziwa, tak samo nieziemsko piękna, jak Fleur, czy inne wile. Jej twarz była bez skazy, bladą jak księżyc, okalała burza gęstych,długich, prostych, lśniących ciemnych włosów(ale na wyliczałam ufff... dop. od autorki) Ręce miała silne i gładkie, a jej skóra iskrzyła się delikatnie, połyskując niczym powierzchnia perły. Wszystko psuła ta blizna na czole w kształcie błyskawicy.
A potem się wystraszył.
Czy to miałem być ja? Przecież jestem chłopakiem. Nie potrafił się doszukać w jej idealnych rysach niczego znajomego, ale po chwili doszukał się jednego podobieństwa, jaskrawo zielone, niczym avada, oczy. Byłem zaskoczony, nawet bardziej niż zaskoczony. Byłem wprost przerażony.
Nagle,  w lustrze, perfekcyjnie wymodelowane łuki brwiowe uniosły się w niedowierzaniu ponad moimi oczyma.
Nie chcąc w to uwierzyć, zaczął badać swoje ciało, co chwile odsłaniając, coraz to więcej, ciała. W końcu skończył będąc kompletnie nagim. Widział idealnie okrągłe, nawet większe niż u Hermiony, piersi. Talie można porównać do osy. Długie nogi i jędrne pośladki. Ciało było drobne, silne i niezwykle atrakcyjne. Gdyby nie fakt, że okazało się, ze to jego ciało to by się zakochał. Ubrał się z powrotem. Starał się związać włosy w kucyk.
Gdy wyszedł z łazienki, oparł się o szafę i zsunął się na dół. Podciągnął nogi pod brodę i objął je rękoma. Zamknął oczy. Nagle do pokoju wkroczyła ciotka Petunia.
- Harry, co ci jest? - ktoś potrząsnął jego ramieniem i Harry z trudem otworzył oczy. Nie odpowiedział - Już są prezenty od twoich przyjaciół, a za pół godziny śniadanie. I wszystkiego najlepszego! - ciocia Petunia uśmiechnęła się do niego i wyszła z pokoju. Nagle wspomnienie poranka uderzyło w niego niczym Drętwota. Wstrzymał oddech i bojąc się spojrzeć na siebie, przeanalizował wszystkie bodźce jakie płynęły z jego ciała. Pierwsze co było to wyraźny brak między nogami. Następnie zwrócił uwagę na spore wybrzuszenie z przodu. Z paniką rosnącą w oczach popatrzył na siebie.

- Co mi się stało?!

 Nie to jest jakiś głupi żart, to nie mogła być prawda. Ale jeszcze nie otwierał swoich prezentów, więc to nie mogli być bliźniacy. Dlaczego miał ciało dziewczyny?
Jego krzyk sprowadził ciotkę z powrotem do jego  pokoju.

- Wszystko w porządku Harry?

- Nic moim zdaniem nie jest w porządku! Dlaczego wyglądam jak dziewczyna?! - Harry coraz bardziej panikował. To na pewno jakiś głupi koszmar, z którego zaraz się obudzi.

- Nie Harry to, nie żaden koszmar, to rzeczywistość. - powiedziała ciotka jakby czytała mu w myślach. - Harry, ty jesteś dziewczyną.

- Nie! To nie możliwe, jak mogę być dziewczyną skoro całe życie, od urodzenia, jestem chłopcem? - patrzył na nią błagalnie

- Nie, Harry. Chłopcem zostałaś jak miałaś ponad pół roku. Czekaj. - ciocia wyciągnęła z kieszeni kopertę i dała ją Harry'emy - Ten list jest dla ciebie od Lily. Zastowie cię samą, abyś mogła go w spokoju odczytać.

Petunia opuściła pokój. Nim zamknęła za sobą drzwi powiedziała jeszcze - I naprawdę wszystkiego najlepszego w dniu szesnastych urodzin. - Tym razem ponownie zaskoczył Harry'ego, ponieważ skończył piętnaście, a nie szesnaście.
Popatrzył chwilę na list, obrócił go i ukazała my się pieczęć - Duże L otoczone krzewem winnym.

Drogi Harry,
Pierwsze od czego chcę zacząć, ponieważ nie potrafię owijać w bawełnę, to to, że nie nazywasz się Harry, tylko Louise Vanessa. Drugie zapewne do tego czasu byłaś chłopcem. Jesteś zapewne przerażona tą myślą, też bym była.
Trzecie twoim ojcem nie jest James Potter, a sam Lord Voldemort. Myśl przerażająca. I nie, nie zdradziłam James'a z tym gadem.
Nawet nie wiesz, ale teraz kiedy cię trzymam jesteś taka malutka, ale już rośniesz jak na drożdżach. Nawet nie uwierzysz jak szybko zaczęłaś wykazywać zdolności magiczne. Właśnie lewitujesz znienawidzony groszek do ust James'a Wygląda to prze zabawnie. Ale my tu gady-gadu a tu należy tłumaczyć dalej.
Jesteś czysto krwista. Jak? Po prostu ja też jestem.Kiedyś, gdy byłam z Petunią młode, a ona była zazdrosna, zmieniła w aktach to, że jestem czysto krwista. Ona jedyna urodziła się charłakiem na całe moje rodzeństwo.
Została dodatkowo wydziedziczona, więc naprawdę była wściekła.
Następny fakt jesteśmy syrenami, ta trudno ci w to uwierzyć. Dlaczego, więc Petunia nią nie jest, kolejna prosta odpowiedź jest charłakiem,a to sprawia, że syreni gen na nią nie przeszedł.
Urodziłaś się pomiędzy 1 styczniem, a 31 grudniem, równo o północy. Masz niezły czas.
Na pewno mówiono ci, że byłam Gryfonem, a tu kolejna niespodzianka, bo byłam Krukonem.
Nie złość się na Peti, ona była za oblivite'owana i nic nie pamiętała.
PS:Ano, dlaczego w ogóle zastosowaliśmy taką zmianę, ano dlatego, ponieważ Voldemort chciał cie nam odebrać, wiedzieliśmy, że wśród nas jest szpieg, więc "stworzyliśmy" Harry'ego.
PS^2: Masz młodszą siostrę, nazywa się Mary Julie. Na początku to ją chcieliśmy zmienić w Harry'ego, więc wybacz nam tą sprawę. Syrii dalej jest twoim chrzestnym i o twoim zniewieścieniu.(-;
Kocham cię, Mama!

Harry gapił się w szoku w list. To wszystko było chore!  Dla jego bezpieczeństwa zdecydowała się na jego czasowe odmłodzenie i zmianę płci i przez to sprawiła, ze stał się jedną z dwóch osób pasujących do przepowiedni. Ale skoro urodził się w zimie, to go zwalniało z obowiązku ratowania świata, więc jedyną osobą pasującą do przepowiedni był....... Neville. Szanse magicznego świata na happy end drastycznie zmalały.
Ciekawe, czy ten szaleniec wiedział, że chciał zabić własnego syna, to znaczy córkę, to znaczy..., to było chore. Psychicznie nie miał nic z dziewczyny. Odnosił się do siebie jak do chłopaka. Nawet dziewczyny mu się podobały i myśl o związku z chłopakiem wywoływała w nim obrzydzenie. Niepewnie wstał i podszedł do szały z ubraniami. Gdy ją otworzył stanął jak wryty. W szafie wisiały przeróżne sukienki w przeróżnych barwach. Bluzy i bluzeczki oraz spodnie, rybaczki, spodenki i spódniczki.
Jak to się tu znalazło i w dodatku pomieściło?
W tym momencie do pokoju wróciła ciocia Petunia.
- To prezent od cioci Caliope (czyt. Kaliope) - oznajmiła
- Cioci Cal... jak? - zdziwił się do tej pory nie słyszał o żadnej Caliope
- Caliope, siostra moja i twojej mamy. - oznajmiła spokojnie nawet troszkę nie zdziwiona. - Z okazji szesnastych urodzin, jutro się tam wybieramy. Same bez Vernon'a i Dudley'a. - dodała - Będzie tam cała nasza rodzina od strony Lily. - i opuściła pokój.
Harry, a raczej Louise wzięła pierwsze lepsze ubrania z szały i bieliznę, poszła do łazienki, ale zaraz stanęła ja wryta. Jak on miał teraz skorzystać z toalety? Zarumieniła się na myśl o zmianach, które i tam zaszły. Przecież jeszcze musiał wziąć prysznic i... Musiał to zrobić.
Pomalutku zdjął piżamę tak by nie patrzeć na swoje ciało. Normalnie to dziewczyny mają całe życie, aby przyzwyczaić się do niego, prawda? A on... raczej już nie był on. Teraz była "ona, ale z umysłem nadal "on". Niechcący zobaczyła swoje odbicie i ciężko przełknęła. Mimo, że już wczoraj widział swoje odbicie to nadal wywoływało one u niego dziwne uczucia. Jako chłopak nie grzeszył urodą, ale teraz  jako dziewczyna był niezwykle atrakcyjny.

Prysznic i załatwienie potrzeb takich jak również uczesanie włosów zajęły jej niecałe dziesięć minut i zszedł na śniadanie. Jego ciotka była cała w skowronkach, a wuja i Dudley'a nie było. Dziwnie się czuła mając na sobie bokserki. Z ulgą przyjęła, że nie ma jej wuja i kuzyna, bo chyba by zemdlała.

- Muszę ci koniecznie opowiedzieć o naszej rodzince. - mówiąc to właśnie wkładała porcelanę do komódki. - Chodź szybko zjeść śniadanie, bo musimy zrobić dziś zakupy. - dodała

Louise zauważyła stosik prezentów w jednym z kątów kuchni. Zabrała się za ich odpakowywanie, zamurowało ją przy jednym z listów. Syriusz chciał ją zabrać do siebie w ostatnim tygodniu wakacji. Gdy jadła śniadanie w okno zapukała sowa. Odebrała list, a gdy ujrzała pieczęć Hogwartu od razu go otwarła i przeczytała co jest potrzebne na następny rok szkolny.
- Ciociu, pojedziesz ze mną do Londynu?

- Na Pokątną? - zapytała, a Louise odpowiedziała tylko kiwnięciem głowy.

Louise - czyt. Luiz jest to zdrobnienie od Luizy

1 komentarz:

  1. *Czyta czyta czyta... po chwili*
    Wiesz, że to jest chory pomysł?
    NIE! To nie znaczy, że ja coś mówię, że jest głupie >3> To wręcz komplement >.<
    No no, tylko czy syreny... no 4 część HP była pierwszą, którą oglądałam (wcześniej czytałam książki) i te syreny... dobra, whatever, twój pomysł, a ja czytam dalej...
    N.A.
    P.S. Tak, nadal uważam, że to chore >.>

    OdpowiedzUsuń