poniedziałek, 7 listopada 2011

L.V. "Ness"



Rozdział 4

Remus tylko kiwnął głową ze zrozumieniem. I nie wiem czemu, ale musiałam zapytać o coś co mnie dręczy od kiedy tu przyszłam.

- Czy ty i Syriusz... - przerwałam rumieniąc się

Spojrzał na mnie, a po chwili zrozumiał o co chodzi i na jego twarzy też pojawił mu się rumieniec.

- Od kiedy?

- Byliśmy razem już od pierwszej klasy w Hogwarcie. - przyznał

To mnie zszokowało, ale nie dałam tego po sobie poznać.

- Życzę wam, abyście byli ze sobą jak najdłużej. - uśmiechnęłam się i znów zawirowaliśmy na parkiecie.

Po ogólnym tańcowaniu, na stołek weszła Caliope, chcąc wygłosić ogłoszenie.

- Czas na końcowy rytuał naszej magicznej Quinceanera'y. - ogłosiła - Jako, że Louise jest najstarszą córką, najstarszej córki Evans'ów to ona ma pierwszeństwo to odziedziczenia zdolności magii po swoich przodkach. - na swoje pierwsze imię Ness skrzywiła się, ale starała się to jakoś ukryć. Rozległy się wiwaty. Co niektóre były wymuszone, ponieważ właśnie pozbawiałam ich prezentu z głównego "pnia" rodu. 

Do sali został wniesiony tron z wygrawerowanym kwiatem lilii owiniętym wokół litery L. Kazali jej w nim usiąść i poczekać. Po chwili przynieśli dla niej srebrny medalion z wygrawerowanym jej imieniem i ozdobiony małymi niebieskimi diamentami i szmaragdami. Był otwierany. Coś kusiło ją, aby go otworzyć. I nim się zorientowała już był otwarty. Wydobył się z niego srebrzysty pył, który zaczął mienić się kolorami, by potem z prędkością światła wlecieć jej w oko. Po chwili gdy jeszcze raz spojrzała do środka zauważyła, że w wewnątrz medalionu są lusterka, w jednym z nich odbijała się ona, a w drugim był tylko mętny obraz i jakby coś próbowało się przez tą mgiełkę zasłaniającą obraz przebić. Przyjrzałam się jeszcze raz i nagle jakbym znalazła się w cudzym wspomnieniu tylko, że w tym wspomnieniu widziałam siebie. "Gdzie by cię tu przydzielić, gdzie? Trudny wybór. W Hufflepuff się zmarnujesz, jesteś odważna, więc pasowałabyś do Gryffindoru, lecz ambicja, spryt i chęć uzyskania wiedzy  jest przeważająca. Waham się między Ravenclow'em a Slytherin'em." I teraz jakby się wynurzyła z myślodsiewni. 

Zszokowana zaczęła się rozglądać, ale znów była w wielkiej sali - tej w domu Caliope. 

- Każdy otrzymuje swój medalion gdy stanie się pełnoletni. Jest on symbolem niezależności od rodziców. Niestety głupie prawo czarodziei nakazuje, aby osoba która nie ukończyła siedemnastego roku życia była pod nadzorem i musi nosić ten głupi namiar. Ale my mamy na to sposób! - oznajmiła, a kilka osób zaśmiało się - Otóż ten medalion daje taką samą osłonę jak bariery szkół. - mówiąc to wskazała na swój medalik - Nikt nie wykryje, że już używacie sobie magii. Cóż za geniusz to stworzył. - zachwyciła się

- Mogę używać swobodnie magii? - zapytała

- Tak, możesz używać magii tak jak twoi kuzyni.

- A Mary?

- Ona ma urodziny 31 października. - oznajmiła z lekkim skrzywieniem

- To kiedy urządzicie jej przyjęcie, przecież ona będzie już w szkole?

- Urządzimy jej w ostatni dzień sierpnia. - kiedy Mary zaczęła się cieszyć ciotka dodała - Ale medalion dostanie dopiero w urodziny. - Mary zmarkotniała obrażona tym faktem - A teraz czas dowiedzieć co dostałaś za zdolności. - spojrzała i otworzyła medalion - Zdolności mentalne, defensywa. 

- Zdolności mentalne? Defensywa? 

- Po prostu zdolności umysłu takie jak na przykład bycie wieszczem czy telepatia. - oznajmiła - Jako, że jesteś najstarszą córką najstarszej córki dziedziczysz praktycznie wszystko, tylko zawsze jest to albo defensywa albo ofensywa. I zawsze określa się czy mentalne czy fizyczne.

- Fizyczne?

- Znaczy, że jakbyś odziedziczyła np. Zdolności fizyczne, ofensywne to byś mogła bez najmniejszego problemu, można powiedzieć wręcz naturalnie, kontrolować żywioły albo posiadają telekinezę. Można też  mieć po prostu taką skórę "pod napięciem". Chodzi oto, że będzie razić prądem.  Natomiast o defensywie można długo i dużo opowiadać

- Naprawdę?

- Jest tego tak dużo, wiesz ja osobiście uważam, że powinien być podział na fizyczna i mentalną. Bo w końcu atak to też obrona. Wiesz, że mimo tego, że ma się zdolności mentalne, defensywne to obrona jest także atakiem? Np. możesz utworzyć silną tarczę, a jak dla mnie to powinny mieć osoby z ofensywą.

Nagle ciotka przypomniała sobie, że nadal trwa przyjęcie i wszyscy słuchają rozmowy kiedy Ness siedzi na tronie jak dziecko i pyta z dużym zaciekawieniem. Chciała bardzo dużo się dowiedzieć.

- Chyba czas wreszcie wrócić do gości, bo zaczynają się nudzić. - rzekła do Ness'y, która była tym bardzo zawiedziona, ale jednocześnie rozbawiona tą swobodą z jaką ciotka rozmawiała.

Następnie Ness wstała i muzyka znów wypełniła salę. Po jakimś czasie była uczta. Na stole pojawiły się potrawy, ale tylko ona, Syriusz, Remus i jakieś osoby w wieku do piętnastu lat jadły. Inni tylko pili z kielichów i rozmawiali.  Gdy chciała się napić ciotka nalała jej z osobnego dzbanka. Ness spojrzała na nią dziwnie.

- Czemu nie piję tego co inni? - szepnęłam jej do ucha

- Nie możesz, wytłumaczę ci to później. - także szepnęła jej do ucha.

Po kolacji Caliope oznajmiła, że na dzisiaj już koniec i przyjęcie dobiegło już końca. Gdy wszyscy się deportowali i już miała iść z ciocią Petunią, gdy została zatrzymana.

- Dziś zostajesz tutaj. - oznajmiła Petunia

- Dlaczego?

- Kolejny rytuał troszkę mniej przyjemny od innych. - kiedy mówiła troszkę skrzywiła się - I niestety do szkoły pójdziesz dopiero w grudniu.

Ness wytrzeszczyła oczy. Jak to dopiero w grudniu? Przecież jak ona nadrobi te wszystkie zaległości, albo raczej jak ona się później wytłumaczy z tylu dni nieobecności? Patrzyła zszokowana na ciotkę.

- Uwierz zleci ci to tak. - tu przerwała i pokazała rękami jak szybko. - Nawet nie zauważysz.

- Ja może nie, ale w szkole zauważą to w ciągu pierwszych sekund od wejścia do pociągu. - powiedziałam podłamana swoją, a raczej już nie, popularnością.

- Wszystko załatwimy, a poza tym będziesz miała w październiku gościa. - powiedziała. -  Uwierz wszystko załatwię. - tu uśmiechnęła się łobuzersko, a raczej huncwocko. - Nie masz co się martwić.

Ta tylko kiwnęła głową, ale i tak uważała, że to jest nieodpowiednie.

Została zaprowadzona do pokoju, który miał być jej tymczasową sypialnią.

- Ciociu, ale ja mam w ostatnim tygodniu wakacji pojechać na tydzień do Syriusza i jeszcze co to będzie za rytuał? - zaczęła wypytywać

- Spokojnie pojedziesz, a co do rytuału to niestety nie należy do najprzyjemniejszych. Głównym celem tego rytuału jest "uwolnienie" syreny w tobie. - oznajmiła

- Jak to "uwolnienia"?

- Po prostu każdy do piętnastego roku życia ma nałożoną na siebie pieczęć, a ty skoro oficjalnie dzisiaj włożyłaś ten medalion oznaczający twoją pełnoletność, tracisz pieczęć ponieważ ona zanika. Jakbym teraz pozostawiła cie na pastwę losu, to możliwe, że tej przemiany nawet byś nie przeżyła. A tak będzie prawie bezbolesna. - powiedziała z uśmiechem mówiącym " to będzie bardzo bolało" - Z tego co wiedzę przeszłaś już pierwszą fazę, zmysły myśliwego. 

Poprowadziła ją do łóżka i dała fiolkę z przezroczystą, fioletowawą cieczą.

- To złagodzi ból. - oznajmiła, a Ness bez zastanowienia wypiła jej zawartość. - Lepiej będzie jak się już położysz. - dodała - Za jakiś czas powinno się zacząć, a teraz leż.

Nagle zaczęła czuć się dziwnie osłabiona. Przez jej ciało przeszedł ból, najbardziej chyba w nogach, ale później przekonała się, że ból nie ma swojego źródła w żadnym z jej nażądów. Całę ciało było jakby rażone prądem i jakby wrzucone go ognia. Później jak nazłość zaczynała czuć przeraźliwy chłód. I tak na przemian. Musiała mieć najwyraźniej wyraźnie kapryśną gorączkę. Zaczęły się też skurcze mięśni. Jej żołądek skręcał się boleśnie. Po jakimś czasie pomieszczenie wypełnił krzyk bólu.

Ness otworzyła oczy i jęknąła, gdy światło podrażniło jej wrażliwe źrenice. Niemalże od razu dookoła niej zrobiło się ciemno i odetchnąła z ulgą. Poczuła, jak po jej prawej stronie materac się nieco ugina i od razu jej ulżyło. Jakoś świadomość tego, że ociotka jest przy nim, zdawała się zdjąć jakiś niewidoczny ciężar z jej barków. 

- Już po wszystkim, jestem z ciebie dumna. - oznajmiła i nawet niekryła dumy do chrześnicy  - Stefano! - krzyknęła

Po chwili do pokoju wszedł wysiki mężczyzna i latynoskiej karnacji i ciemnych włosach.

- O co chodzi kochanie? 

- Trzeba ją przenieść do księżycowego oczka. - zwróciła się do niego, a on po chwili już się po mnie nachylał. Odsłonił pościel, a moim oczom ukazał się... syreni ogon! Zamiast paznokci miałam ogromne szpony i błonę między palcami dłoni. Prz łokciach było coś co wyglądało jak płetwy. Chciałam chwycić się za głowę, ale gdy napotkałam twarz, a potem to co powinno być moimi uszami zamarłam. Na twarzy miałam trochę łusek, a to co było uszami było teraz czymś na wzór płetw. 
[To sama nabazgroliłam to miała być moja własna wersja syreny :-D]
[ Dla ścisłości Ness jeszcze sibie nie widziała :-D]

Po chwili na szyji wyczułam coś na wzór lini, które się rozdszerzają. Nie mówcie, nie. Czy ja mam skrzela?!

Gdy mnie przenosił przez chwilę widziałam się w lustrze, ale to wystarczyło żebym był jeszcze bardziej zszokowana. Miałam tęczówki rozciągnięte na całą szerokość oka, dosłownie jak u kota. Oczy były nie tylko zielone, ale też tam gdzie miałam normalnie tęczówki były czerwone jak u Voldemorta. Na twarzy miałam, tak jak czułam, łuski (PS: były zbyt jasne to ich teraz nie widać, a jak je poprawiłam to niechciało mi się robić zdjęcia, PS^2: Dlaczego zdjęcia, bo brat to cham i nie chciał mi użyczyć skanera (O_O)) i miałam dziwny znak na policzku. To nie był największy szok, ponieważ największyb szokiem jak dla mnie były jaksrawo zielone włosy. Teraz to ja nie chcę wogóle stąd wychodzić. Wyglądam jak największe dziwadło.

Czułam się dziwnie tak sucha, jakbym zaraz miała uschnąć, a nie chciało mi się pić. Po jakimś czasie dotarliśmy do jakiejś sali, gdzie ciotka użyła świstoklika i znaleźliśmy się na jakiejś plaży, a mnie aż rwało aby jak najszybciej znaleźć się w wodzie. Stefano, musiał mnie mocno trzymać, bo starsznie się wyrywałam.

- Jak chcę do wody! - krzyczałam jak opętana

- Wytrzymaj kochanienka. - teraz zabrzmiała jak pani Weasley. 

- Ta, wytrzymaj, ale to ja się ty męczę. Ona waży chyba z tonę! - powiedział Stefek

Ciotka palnęła go w głowę.

- Nie mówi się do kobiety, że dużo waży! - warknęła - A teraz chodź za mną. - i wszedliśmy w głąb lasy, przechodziliśmy w pobliżu wielu małych strumyków, ale one nie kusiły tak jak morze. Po jakimś czasie wszedliśmy do jakiejś jaskini. Im bardziej schodzili tym bardziej było ciemno. Ale po kilku metrach w dół kiedy myślałam, że jest tu już kompletnie ciemno ta zauważyłam jakieś światło. Słabe, ale po takim czasie wydałało się jak promien tysiąca słońc. Gdy przeszli pod czymś na wzór łuku to przed nami ukazało się małe oczko wodne. 

To jeziorko sprawiało wrażenie. Zwykłego oczka wodnego. Ale dla Ness było niczym tzw. "Śpiewająca syrena do marynarzy" [PS:To se porównanie wymyśliłam XD]  Znów zaczęła się wyrywać. Ciocia zachichotała.

- Czy z kazdym musze sie tak męczyć. - oznajmił Stefek zirytowany - Każde się wyrywa! - dodał

- Jak cię wrzuce do tego jeziorka i dam ci się napić mojej krwi to dowiesz się co to znaczy "chcieć do wody". - oznajmiła uśmiechnięta łobuzersko. - A teraz włóż ją do wody. - dodała

Nim minęła chwila już czułam przyjemną wilgoć na moich nogach. Tfu... znaczy na moim ogonie. Nigdy bym nie pomyślała, że woda może być tak przyjemna. Nie myślałam o wodzie jak oczymś fajnym od czasu turnieju trójmagicznego. Brrr... koszmar. 

- Już lepiej?

-Yhm, ale dlaczego wyglądam tak jak wyglądam. Nawet nie zdążyłam się nacieszyć moją urodą. - burknęła

- Ja też jestem syreną i jakoś wyglądam normalnie, nie dziwi cię to?

Jakby dłużej pomyśleć to wcześniej o tym nie pomyślałam. Obruciła się do niej i chlapnęła jej wodą za pomocą ogona. I nagle zauważyła, że tam gdzie oblała ją wodą - czyli po nogach - pojawiły się łuski. 

- Czyli zrozumiałaś, po pierwszej przemianie musi się pobyć troszkę czasu w tego typu jeziorku, aby przejść pełną przemianę. Ta woda ma efekt pełni księżyca tylko nie pobudza nas tak mocno. W innym przypadku musiałabym cię tu ciągnąć osobiście.

W oczach Ness pojawiło się pytanie.

- Rzuciłabyć się na Stefcia - Stefek skrzywił się na tę określenie. - Syreny podczas pełnie pożywiają się, a skoro własnych krewnych nie pożerają, to został tylko Stefek.

- Miałabym pożerać ludzi?!

- Dopuki być się nie najadła zabijałabyć. Zwykle starcza jakiś duży jeleń lub w tych czasach nie preferowane, pożarła być człowieka. Oczywiście, albo byś stworzyła zombiaka, albo zjadła go w całości. Odrzywiamy się po przez zjedzenie ciała lub połknięcie duszy. Ludzie którym wyśsiemy duszę nie mają nic przeciwką są wrecz zadowoleni z tego. - gdy zauwarzyła kolejne pytanie w oczach Ness dodała. - Gdy wysysamy duszę ludzie dostają od nas coś na wzór trwałego znieczulenia. To coś takiego jak jad z efektem podobnym do tego co zrobiły by masowo rzucane Crucio'atusy. Tylko zamiast bólu, przyjemność.

Po trzech godzinach rozmów, ciocia wyjęła ze swojego plecaczka, który nie wiadomo skąd wzięła, duży koc, zwróciła się do swojego, teoretycznie, męża. I już zaraz była w jego ramionach. Ciocia owinęła mnie w ten koc i zauważyłam, że mój ogon znika i reszta tego typu gadżetów. Dotknęłam twarzy i miejsca gdzie były te dziwe płetwy. Wszystko wróciło do normy.

Znów świtoklik i wróciliśmy do "domu".  Zostałam zaniesiona do pokoju i oddałam się w objęcia Morfeusza. Uznając, że brak odzieży mi nie przeszkadza. Odplynęłam.

$#%&$#%&

Sorry za błedy, ale ten czy ta funkcja w komputaerze od sprawdzania błedów nie zadziałała dzisiaj, więc za błedy bardzo przepraszam.
VeeVenea

1 komentarz:

  1. Oj oj oj...
    Urodzinki urodzinki... a ja mam niedługo imieniny. Fuck, muszę napisać notkę na moim blogu >.>
    Też chce pić to co oni 3:)
    A tak btw to to zjadanie człowieków mi się podoba <3
    Będzie tak zabawnie. Kto pójdzie na pierwszy ogień? Albo Ron albo Malfoy... tak myślę >3>
    A i jeszcze jedno... chciałabym by trafiła do Sliterinu... choć dom Kruka jest równie kuszący...
    idę czytać by dowiedzieć się gdzie się dostała ;)

    OdpowiedzUsuń