poniedziałek, 14 listopada 2011

L.V. "Ness"

Rozdział 6

Dzień w którym mieli pójść do Hogwartu nadszedł tak samo szybko, jak urodziny Mary. Na King's Cross dotarli za pomocą świstoklika o godzinie 10:45. Wuj Markucio i wuj Landau ciągnęli wózki Mary i Ness, a Liam i Vasilly musieli sobie radzić sami. 


Ness już podróżowała wielokrotnie ekspresem do Hogwartu i doskonale wiedziała jak dostać się na peron. Spojrzała na zdezorientowanych kuzynów i Mary. Uśmiechnęła się diabolicznie i przejęła wózek od wuja Landau i z rozpędu wbiegła w żelazną barierkę i znikła. Reszta też powtórzyła po niej. Wszystko obserwowali Syriusz z Remus'em. Remus widział ten uśmiech wielokrotnie u Syriusza. I mimo tego, że nie jest jego córką to odziedziczyła jakieś cechy po ojcu chrzestnym. Chociaż mówi się, że wiele cech dziedziczy się po chrzestnych, np. po Caliope odziedziczyła wyraźną chęć do mówienia aż nadto prawdy (ta raz widział jak byli w sklepie jak mówiła czy Vasilliemu pasuje jakaś tam bluzka). Ness tym razem kupiła książkę, którą znalazła na pierwszym roku w księgarni [Zaklęcia i przeciwzaklęcia (oczaruj swoich przyjaciół i pgnę swoich wrogów ostatnim nowościami...)]. 

Przy peronie jak zwykle stał czerwony pociąg, a za nim wagony. Ness spojrzała za siebie i po chwili ujrzała resztę eskapady.
Kłęby dymu z parowozu wypływały z komina parowozu. Ogólnikiem było bardzo cicho i pusto można rzec, że nie było tu oprócz nich żywej duszy. Ciocia żegnała się z nimi jak pani Weasley, a do kuzynów  raczej zwracała się troszkę inaczej.

- Wy dwaj... w tym roku macie się zachowywać przyzwoicie. Jak dostanę chociaż jedną sowę z wiadomością, że... przefarbowaliście włosy komuś lub... zmieniliście fotel nauczyciela w jeżozwierza...

- Zmienić fotel nauczyciela w jeżozwierza? Nigdy tego nie zrobiliśmy. - to powiedział Vasilly

- Ale to wspaniały pomysł. Dzięki, mamo. - a to był Liam

- Liam! Vasilly! - powiedziała oburzona - Ness. - tu zwróciła się do Ness - Proszę cię, abyś ich przypilnowała, jeżeli to możliwe. - poprosiła

Ucałowała ich na pożegnanie i wyściskała za wszystkie czasy, odnosiło się wrażenie, że Mary zaraz oczy wyjdą z orbit.

 Ness pchała swój wózek wzdłuż pociągu, a na końcu do niego weszła. Usiadła w pierwszym przedziale koło wyjścia i czekała aż reszta przyjdzie. Kiedy tylko usiedli razem z nią to pociąg ruszył. Po kilku godzinach dotarli do Hogsmade. Tam czekał już na nich Hagrid.

- Witajcie, pewnie ci nowi, tak? - zapytał

Wszyscy kiwnęli głowami, a Ness jako jedyna podchodziła do tego na tzw. luzie.

- Witaj, to są Liam Saint, Vasilly Evans, Mary Holly i - tu wskazała na siebie palcem - Louise, ale wole Ness, to od zdrobnienie od drugiego imienia. Siostra Mary.

- Witam, witam, ale chyba nie chcecie się spóźnić na własny przydział. - po tym ruszyli do szkoły.

Już zdążyli usłyszeć przemowę dyrektora, a Hagrid otworzył drzwi do wielkiej sali i powiedział tylko "nowi do przydziału" i poprowadził aż po stół prezydialny.  Na podeście już czekał stołek, a na nim tiara przydziału.

Profesor McGonagall już czekała na nich.

- Kiedy wyczytam wasze nazwisko macie podejść i włożyć tiarę.

- Saint, Liam. - zaczęła

- GRYFFINGOR!

- Evans, Vasilly.

- SLYTHERIN! - nie mówcie, że przydzieli każdego z nas do innego domu

- Holly, Mary.

- HUFFLEPUFF!

- Holly, Louise.

Drżącymi rękoma przyjęła tiarę do rąk i ledwie co tiara zetknęła się z jej włosami a już wykrzyknęła.

- RAVENCLAW!

Ness była zszokowana faktem, że została przydzielona, tak jak inni, do innego domu. Każdy był w innym. Była w szoku. 
Zauważyła, że każdy z nich ma teraz na sobie inne barwy domów. Każdy miał inny krawat. Liam miał czerwono-pomarańczowy, Vasilly miał zielono-biały, Mary czarno-żółty, a ona biało-błękitny. Na trzęsących się nogach ruszyła w stronę w swojego nowego domu, gdy nagle zatrzymała się wzięła głębszy oddech odwróciła się i głośno oznajmiła do kuzynów i Mary.

- Szukajcie osób z takimi szalikami jak wy, to tam macie usiąść.- powiedziała z dziwnym, złośliwym uśmiechem i w podskokach ruszyła do stołu Ravenclaw'u. Znów stanęła i rozejrzała się po ludziach siedzących przy stole. - Gdzie by tu usiąść? - zapytała siebie szeptem, a potem zauważyła dziewczynę o potarganych blond włosach sięgających jej do pasa. Postanowiła tam usiąść. - Jestem Louise Holly, ale wolę Ness, czy tu jest wolne? - po przedstawieniu zapytała się. Kuzynostwo widząc ja postanowiło także przysiąść się do jednego ze stołów.

- Yyy... tak... jest tu wolne. - powiedziała nieobecnie

Nagle wstał dyrektor rozpoczął coroczną mowę, skierowaną do nas, dla pierwszorocznych i upomnienie dla pozostałych roczników.

-  Nie będę Was zanudzał ględzeniem staruszka – powiedział dobrotliwym głosem, a Ness poczuła, że dostaje mdłości – Chciałem tylko przypomnieć, że wstęp do Zakazanego Lasu jest naprawdę zakazany, a listę przedmiotów, których nie można używać na terenie Hogwartu znajdziecie u pana Filcha w gabinecie, została ona powiększona o wiele wyrobów panów Weasleyów. - tu spojrzał na rudych bliźniaków.

Nagle zaczęła rozglądać się po sali. Nic się nie zmieniło, dalej zachwycało swoją magią. Gdy wzrok krukonki spotkał się ze wzrokiem Malfoy'a to przymrużyła oczy, ale nie odwróciła wzroku. Ten patrzył na nią z zaciekawieniem, nagle Pansy, dźgnęła go łokciem. To było jednocześnie upomnienie, aby się nie gapić, a jednocześnie aby odwrócić jego uwagę ode mnie. Nie wiem co mnie podkusiło, ale musiałam to zrobić.  Najzwyczajniej w świecie pomachałam do niego. Mina Pansy, bezcenna.

Po kolacji poszła za prefektem do dormitorium. Dowiedziała się, że aby dostać się do wieży trzeba odpowiedzieć kołatce na pytanie. Pokój wspólny krukonów był znacznie większy od pokoju wspólnego gryffindoru, czy slytherin'u. W dormitorium zajęła łóżko obok Luny, bo tak nazywała się ta blondynka obok, której usiadła. Po północy, mimo ciszy nocnej, wyszła z peleryną niewidką poszukać dormitorium Hufflepuff'u.  Gdy wychodziła z wieży omal nie dostała zawału, ponieważ znikąd pojawiła się szara dama.


- Co ty tutaj robisz o tej porze? - zapytała surowo - Jest już dawno po dziesiątej.


- Szukam domu Hufflepuff, czy wiesz gdzie to jest?


- Jesteś z Ravenclaw'u po co masz iść do Hufflepuffu?


- Tam trafiła moja siostrzyczka, a ona nic nie wie o tej szkole i chciałabym jej dać jakieś wskazówki. Ona jest bardzo dobra i przez to naiwna. Muszę się nią opiekować. - powiedziała błagalnie


- Już dobrze, ale nie daj się złapać któremuś z nauczycieli nadzorujących. - upomniała - Dom Hufflepuffu jest w lochach na samym dole niedaleko kuchni za okrągłym obrazem, hasłem jest Verio ret.


Podziękowała i ruszyła za róg. Gdy tylko duch gdzieś znikł.


- Oj, już ty się nie martw, mam na tyle dużo sposobów do skradania się, że się nie mieści w głowie. - powiedziała iście ślizgońsko i włożyła na siebie pelerynę niewidkę. Już po chwili była w okolicy kuchni. Był tam tylko jeden okrągły obraz. Powiedziała hasło i szybciutko namierzyła dormitorium dziewczyn i już miała tam iść gdy:


- Jesteś Holly, Louise Holly. - zapytał mnie starszy chłopak o lekko roztrzepanych, jasno brązowych włosach. - Jesteś, zdaje się z Ravenclaw'u. 


- Wolę Ness. Tak, ale przyszłam tu do mojej młodszej siostry. Czy wiesz może gdzie teraz się znajduje? 


- Jest zapewne w dormitorium. To bardzo miła dziewczyna. Ach, zapomniałem, jakie to nie uprzejme, jestem Cedrik Diggory, siódmy rok.


- Mógłbyś mnie tam zaprowadzić?


- To żeńskie dormitorium, ale chyba gdzieś wiedziałem Hanna, jest tutejszym prefektem.  - wskazał na dziewczynę  która akurat wyszła za jednych z wielu drzwi. - Hej, Hanna mogłabyś tu podejść.


Dziewczyna podeszła do niego.


- Coś się stało Cedrik?


- Czy mogłabyś zawołać tą nową, Mary Holly?


Ta tylko kiwnęła głową i zniknęła za drzwiami, najpewniej prowadzącymi do dormitorium. Po chwili wyszła razem z Mary. Gdy mijała Cedrika, szepnęła mu coś do ucha i poszła w kierunku drzwi dormitorium, a potem Cedrik grzecznie się pożegnał i poszedł do swojego dormitorium.


- Coś cię stało Ness?


- Nie, chciałam tylko się zapytać czy znalazłaś sobie jakąś znajomą?


- Tak, ma na imię Megan Jones, jest bardzo uprzejma dzielimy razem dormitorium. - odpowiedział jak nakręcona


- Ach, rozumiem, ale nie zostawisz swoje siostrzyczki, co nie? - Ta tylko pokiwała głową i jak małe dziecko tulące matkę przytuliła siostrę - No, ja muszę się zmywać, bo nie chcę tracić punktów mojego domu, a ty też masz nie psocić.


- Ja nie psocę, ciocia mówiła, że psocą tylko Liam i Vasilly, mnie w to nie włączaj. - oburzyła się


Ta tylko poczochrała jej włosy i wyszeptała "do zobaczenia jutro na... - tu urwała bo nie chciała mówić, że lekcja eliksirów jest czymś fajnym - ... lekcji" i wyszła z dormitorium. Błyskawicznie narzuciła pelerynę niewidkę i szybkim krokiem ruszyła w stronę dormitorium.


. VeeVenea, pozdrawia i ma nadzieję, że rozdział się podobał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz