Na peronie Clever szukała peronu 9 i 3/4, który określiła cholernym peronem 9 i 3/4. Myśląc, że zawiedzie rodzinę, oparła się o kolumnę z numerem peronu dziewiątego. Po chwili poczuła, że się przewraca, więc odruchowo zamknęła oczy. Już myślała, że upadnie, ale ktoś ją złapał i uchronił przed upadkiem. Otworzyła oczy i zobaczyła przed sobą kolumnę z numerem 9 i 3/4. Nie zwracając uwagi na osobę, która ją uratowała, wykrzyknęła radośnie.
- Znalazłam!
- Nie musisz tak krzyczeć. Jesteś pewnie nowa..
Usłyszała za sobą uprzejmy, męski głos. Obróciła się i zobaczyła wysokiego chłopaka, pewnie ze starszego rocznika, bruneta w tandetnych okularach.
- Dziękuje za pomoc. Jak ja w ogóle tu trafiłam? Całą godzinę szukałam tego peronu i nie mogłam go znaleźć.
- To magiczny portal, ich nie można tak normalnie zobaczyć. Czy jesteś w połowie mugolem?
To pytanie ją uraziło, więc tylko fuknęła i odeszła. Chłopak uznał to za odpowiedź negatywną.
Przy peronie stał już stał już ekspres do Hogwardu. Z czerwonej lokomotywy buchały kłęby dymu, który zasnuwał peron pełny czarownic i czarodziejów. Z lokomotywy buchnęła para; pociąg ruszył. Clever podbiegła do drzwi i szybko weszła do środka.
Od jakiegoś czasu szukała pustego przedziału, ale wszystkie były zajęte. Przechodząc korytarzem obok jednego z przedziałów. Zauważyła grupkę - trzech - chłopaków, jeden z nich wyglądał jakby pochodził z arystokratycznego rodu, i nosili barwy Slytherin.
Po połowie godziny chodzenia zdecydowała się przysiąść do pierwszego lepszego peronu, który minie. Jak stwierdziła, na szczęście trafiła na przedział, w którym siedział chłopak z peronu - ten w barwach Slytherinu . Otworzyła przesuwane drzwi i po prostu sobie usiadła, zakładając nogę na nogę, nie zwracając uwagi na reakcje chłopaków. Po chwili jednak jeden z nich zirytowany postawą Clever odezwał się.
- Kim jesteś, że pozwalasz sobie na takie bezczelne zachowanie pierwszaku?
- Clever Elizabeth Brown.
Odpowiedziała znudzona, bez żadnych emocji, tak jakby ktoś ją oto pytał co sekundę.
- Skąd ta złość księżniczko?
- Czy on ze mną flirtuje? - pomyślała - Nie ma wolnych przedziałów. - dodała w myślach, a w odpowiedzi dla nich tylko prychnęła.
Chłopak starał się nawiązać jakikolwiek kontakt , ale jak przystało na osobę w złym humorze nie odpowiedziała i starała się go ignorować. Po jakimś czasie usłyszała syczenie dochodzące jej z kieszeni. Blond włosy chłopak wzdrygnął się, gdy usłyszał syczenie. Clever włożyła dłoń do kieszeni, a gdy ją wyciągnęła miała na niej węża, który owijał jej się wokół ręki.
- Maiden cii... Nie strasz ludzi w przedziale.
- W-w-w-wąż!
Wykrzyknął jeden z jego kumpli i wybiegł z przedziału.
- Przecież należycie do Slytherinu, domu węża. - zakpiła - Aż dziwne, że boicie się malutkiego węża. Nie jest nawet mocna jadowita.
Chłopak o blond włosach starał się zachować resztki odwagi i udać, że to nic takiego.
- Chcesz potrzymać?
Po chwili zapytała i wyciągnęła w ich kierunku węża, który od razu kłapnął pyskiem i zasyczał kiedy zbliżyła go do drugiego kolegi blondyna. Chłopak ten także się przestraszył i uciekł z przedziału, a Clever mimo wszystko cicho zachichotała. Blondyn chciał się odezwać, ale pociąg właśnie się zatrzymał, co oznaczało, że wszyscy już wychodzą. Clever wzięła i schowała dłoń do kieszeni i opuściła przedział.
Poza pociągiem było słychać krzyki, a raczej ogłoszenia, aby wszyscy pierwszoroczni zebrali się do sprawdzenia obecności. Podczas sprawdzania kiedy wypowiedziano jej imię krzyknęła, że jest, ale nie było jej widać - jak na jedenastolatkę była dość niska 133 cm. Podskoczyła więc, a kiedy dalej nie było jej widać, ze złości kopnęła dość wielkiego gościa przednią. Ponieważ było to z zaskoczenia wywrócił się na wszystkich, a ona po raz ostatni powtórzyła Jestem! Oczywiście uczniowie ze starszych klas zauważyli te malutką rozróbę jaką wywołała Clever. Jak każdy kto potwierdził swoją obecność u nauczycieli - starsze roczniki u swoich. Ruszyła ruszyła w kierunku bramy gdzie szli starsi uczniowie, ale nie zauważyła, że w tamtym kierunku nie kierowali się żadni z jej roku. Po chwili poczuła na ramieniu dość dużą rękę, więc zaskoczona aż podskoczyła, a gdy się obróciła nie mogła stłumić krzyku na widok pół olbrzyma stojącego teraz przed nią.
- Pierwszoroczni, a teraz tędy do łodzi. - Skierował się do wszystkich.Ta tylko kiwnęła głową ze zrozumieniem i ruszyła w kierunku wskazanym przez pół olbrzyma.
Po może 10 minutach dopłynęli do zamku.
- Mój jest większy. - stwierdziła Clever widząc zamek.
Po chwili gdy dotarli do pod ziemnej przystani ruszyła za resztą wydrążonym tunelem idąc prawie po omacku za lampą pół olbrzyma aż w końcu wyszli na gładką, wilgotną murawę w cieniu zamku. Wspięli się po kamiennych stopniach i stłoczyli się wokół olbrzymiej dębowej bramy.
- Wszyscy są? - rozległ się głos pół olbrzyma, następnie uderzył parę razy o bramę i brama się otworzyła. W bramie stała wysoka, czarnowłosa czarownica w szmaragdowej szacie.
- Pierwszoroczni, Pani Profesor McGonagall. - oznajmił pół olbrzym
- Dziękuje ci Hagridzie sama ich stąd zabiorę.
Ruszyli za Profesor McGonagall. Przechodzili przez ogromną salę wejściową. Za drzwi dochodził ożywiony gwar. Chciała już tam iść, ale Pani Profesor wskazała drugą komnatę z drugiej strony. Stłoczyli się w niej i wszyscy rozglądali się.
- Witajcie w zamku Hogwart. - powiedziała profesor McGonagall - Bankiet rozpoczynający nowy rok wkrótce się zacznie, ale zanim zajmiecie swoje miejsca w wielkiej sali, zostaniecie przydzieleni do domów. Ceremonia przydziału jest bardzo ważna, ponieważ podczas całego pobytu w Hogwarcie waż dom będzie czymś w rodzaju rodziny. Będziecie mieć zajęcia razem z innymi mieszkańcami waszego domu, będziecie spać z nimi dormitorium i spędzać razem czas wolny w pokoju wspólnym. Są cztery domu. Gryffindor, Hufflepuff, Ravenclaw i Slytherin. Ceremonia przydziału odbędzie się w obecności całej szkoły. Radzę wykorystać czas na poprawienie wyglądu. Wrócę jak będziecie gotowi.
- Ja zawsze jestem gotowa. - wymamrotała tak, aby McGonagall jej nie usłyszała.
- Proszę zachować spokój.- powiedziała i wyszła.
Clever wyjęła z pod szaty podręczną szczotkę z lusterkiem i przyjrzała się sobie czy nigdzie przypadkiem nie odstaje jej jakiś kosmyk z jej eleganckiego koka - długi warkocz owinięty wokół głowy. I przeczesała grzywkę. Jej złociste włosy idealnie - według niej - wyglądały w świetle świec. Wszyscy stresowali się. Chwile czekała, bo zaraz w drzwiach pojawiła się McGonagall.
- No idziemy. - powiedziała - A teraz stanąć rzędem.- poleciła Profesor McGonagall - I iść za mną. Przed nią stała jakaś ruda, zapewne Weasley, a za nią jakiś chłopak o czarnych włosach. Szli gęsiego. Wyszli z komnaty, a potem przez salę wejściową i przez podwójne drzwi wkroczyli do wielkiej sali. Była lekko zafascynowana tym, że sala zamiast mieć sufit, miała nieboskłon. Salę oświetlały tysiące świec, unoszących się w powietrzu mad czterema długimi stołami, za którymi siedziała reszta uczniów. Stoły były zastawione lśniącymi, złotymi talerzami i pucharami. U szczytu stał jeszcze jeden długi stół przy, którym zasiadali nauczyciele. Tam właśnie zaprowadziła - McGonagall - pierwszoroczniaków i kazała się im zatrzymać w szeregu twarzami do reszty uczniów w migotliwym świetle świec, wpatrzone w nich twarze wyglądały jak blade lampiony. Zauważyła - Clever - że przy jednym ze stołów siedzi ten blondyn i obok niego ci tchórze. Ze względu na to, że stanęła praktycznie na środku musiała odejść stamtąd, ponieważ Profesor McGonagall postawiła tam stołek o czterech nogach. Na stołku spoczywała spiczasta tiara czarodzieja wystrzępiona, połatana i okropnie brudna. W moim domu takie coś było by hańbą fuknęła Clever. Tiara zaczęła śpiewać. Zaraz po piosence tiary, cała sala rozbrzmiała oklaskami i okrzykami. Potem tiara skłoniła się przed każdym z czterech stołów i znieruchomiała. Wystąpiła Profesor McGonagall z długim zwojem pergaminu.
- Kiedy wyczytam nazwisko i imię dana osoba nakłada tiarę i siada na stołku. - powiedziała i wymieniała przeróżne imiona z nazwiskami, a tiara wykrzykiwała to Hufflepuff, to Ravenclaw innym razem Gryffindor, czy Slytherin. - Ginny Weasley! - powiedziała, a ruda dziewczyna wystąpiła, włożyła tiarę i usiadła na stołku.
- Gryffindor! - wykrzyknęła tiara
- Brown Clever. - dziewczyna dumnie wystąpiła, wzięła tiarę, przy stolę Slytherinu zauważyła, że blondyn uśmiecha się do niej drwiąca. Już ja ci pokażę..., ledwie co czapka zetknęła się z jej głową, a czapka wykrzyknęła.
- Slytherin! - chłopakowi zrzedła mina. Ślizgoni podnieśli się ze swoich miejsc, klaszcząc i nawołując imię nowej koleżanki, też równie wstrząśnięci co sam blondyn. Clever zerknęła na goryli blondyna, nie wstali, byli przestraszeni. Clever skierowała się w ich kierunku.
- Cześć! - zasyczała i usiadła między nimi. - A właśnie zaraz powinna się w twojej sypialni zjawić sowa. - zachichotała
- O co chodzi? - warknął
- Od razu mówię to nie był mój pomysł tylko mamy i papy. - znów chichotała.
Po uczcie skierowali się do lochów i tam miała swój pokój, który - niestety - musiała dzielić ze starszym rocznikiem dziewczyn, ponieważ w Slytherinie nie było nikogo w jej wieku, ale szczerze to dzielił ich zaledwie rok.
////////////////////////////////////////////////////////////////////////
Jak każdy zauważył staram się stworzyć żeńską wersje Draco.
Na tym Blogu znajdować się będą dwa opowiadania, które będę dodawać na przemian.
Adios!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz