sobota, 10 grudnia 2011

L.V. "Ness"

Rozdział 9


Eli zrobiła urażoną minę.
- Uważasz, że nie wiem co to szczotka do włosów i odżywka?
- Oraz pasta do zębów - dodała Ness, zatykając sobie nos i udając, że rozmachuje ręką nieświeży zapach. - Coś ty żarła?
- To jest artystyczny nieład i jeszcze nic nie jadłam! Poza tym to od kiedy myje się zęby przed posiłkiem?!
- To jest "trafił mnie piorun, a później na głowę wskoczył rozwścieczony szop", a nie zwykły nieład! Po wstaniu należy umyć zęby. Chyba nie wiesz, że śmierdzi ci z gęby jak z du... znaczy tyłka sklątki tylnowybuchowej.
- Trzymajcie mnie albo za siebie nie ręczę. - warknęła Eli. - Po pierwsze, gdy umyjesz zęby przed posiłkiem to masz ten ohydny posmak mięty w czasie posiłku, a po drugie, wąchałaś ty kiedy tyłek sklątki?!
Ness zignorowała ją, zwracając się do swojego chrzestnego i byłego nauczyciela OMCM.
- A tak właściwie to co tu robicie? - spytała Ness. 
- Stoimy. - stwierdzili jednoczenie; bardzo przypominali jej teraz Freda i George'a.
- To akurat widzę, ale wiecie o co mi chodzi. - odpowiedziała poirytowana ich odpowiedzią.
- Przyjechaliśmy na prośbę dyrektora. - oznajmił Remus. 
Ness miała minę typu "dalej nie wiem o co ci chodzi", przez co Black parsknął cicho.
- McGonagall i Flitwick jadą na jakiś zjazd - odrzekł Syriusz. - Przez ten czas będziecie mieli z nami zastępstwo.
- No to się świetnie zapowiada. - mruknęła do siebie. - Kto czego będzie uczył?
- Remus zaklęć, a ja transmutacji. - wypiął dumnie pierś do przodu. - W końcu u Black'ów transmutację opanowuje się do perfekcji. My jesteśmy idealni w każdym calu. - Przy ostatnim zdaniu przeczesał włosy dłonią.
- Tak, rozumiem. - powiedziała Ness lekceważąco.
Nagle do głowy jednej z dziewczyn wpadł pewien pomysł.
- Wiesz co, profesorze Black, będę na pewno się starała na pańskim przedmiocie. - powiedziała, kładąc nacisk na słowo profesor. - Mam już przygotowane pióra, pergaminy i dużo tuszu - dodała, starając się udawać przyszłą kujonkę.
- Wiesz profesorze Lupin, że pana profesora w jego naukach jest trudno przebić. U niej mamy dużo praktyki, ale też dużo teorii, w końcu będą SUMy?
- U mnie też uczyliście się teorii. - odarł Remus. - Cóż, może jednak rzeczywiście u mnie było troszkę więcej praktyki... - dodał po krótkiej chwili. Ness wyszczerzyła się do niego w odpowiedzi.
- Powiedzmy w skrócie - zaczęła Eli - jeśli odwiedziny w środku nocy i nagłe odpytywanie jest normalna techniką nauczania, to ja dziękuje.
- Ale przecież ciocia mnie tak uczyła - oznajmiła poruszona Ness.
- Budzi i pyta was po nocach? - zapytał zniesmaczony Syriusz.
-  No właśnie wczoraj się o tym przekonaliśmy. - powiedziała zmęczonym głosem Angie, jednoczenie kładąc głowę na stole.
- Wpadła do pokoju i zaczęła od Ness. - zaznaczyła Luna.
- Pytała mnie? - zapytała zaskoczona Ness.
- Akurat jak ciebie pytała to spałaś jak zabita. Odpowiedziałaś jej, nawet się nie budząc.
Syriusz i Remus spojrzeli na Ness zaskoczeni.
- Mówiłam, że ciotka uczyła mnie w ten sam sposób, wiec się przyzwyczaiłam.
- I tak cały czas? - zapytała Luna
- Cały czas póki się wreszcie tego nie nauczyłam - skwitowała to długim westchnieniem.
- Twoja ciotka to terrorystka, gorsza nawet od profesor Clamph i profesora Snape'a razem wziętych. - powiedziała, milknąc dopiero, gdy zobaczyła miny swoich przyjaciółek i przyszłych profesorów. - Czy ona stoi za mną? - zapytała zlęknionym tonem, a cała ekipa zgodnie pokiwała głowami.
- Czy pani zdaniem, panno Windstone, moje zajęcia są terrorem? - zapytała spokojnym tonem. - Więc jeszcze się nie przekonałyście co oznacza słowo terror. Ale proszę się nie martwić. Dzięki waszej koleżance dziś poznacie jakie na prawdę ma znaczenie słowo terror. Będziemy mieli dziś dwie godziny pod rząd, więc odbędzie się i praktyka i teoria, czy wszystko jasne? - zapytała ostrym tonem, a dziewczyny tylko pokiwały głowami na znak, że rozumieją. - Ach, zapomniałabym, jeśli podczas pytania ktokolwiek nie odpowie na choćby jedno moje pytanie to zostanie odjęte 50 punktów. Zaznaczam, przy każdym braku odpowiedzi.
Po zakończeniu tyrady, Angela odetchnęła z ulgą, ale gdy zauważyła rozwścieczone spojrzenia dziewczyn, a szczególnie Ness, której spojrzenie przywodziło na myśl wygłodniałego bazyliszka, powolutku, jakby starając się nie spłoszyć zwierzęcia, wstała i poczęła szykować się do ucieczki. Krukonki jak na zawołanie zerwały się, biegnąc za nią i próbując ją powalić. Gdy wreszcie ją dogoniły, otoczyły i unieruchomiły koleżankę, a Angie błagała je o wybaczenie. Nagle dziewczyny zauważyły, że przyszli profesorzy śmiali się radośnie, ale zamilkli pod ostrym spojrzeniem pani Pince. Ostatecznie wykończone dziewczyny usiadły przy stole i zaczęły składać fotografie do pojemnika. Ness, chcąc zmienić temat, zaczęła mówić o przyszłości.
- Jakbym zdała wszystkie przedmioty na SUMy to wybiorę później numerologię, zielarstwo, eliksiry, zaklęcia, transmutację, astronomię, opiekę nad magicznymi stworzeniami, obronę przed czarną magią i runy.
 - Czyli praktycznie wszystko - stwierdziła Eli.
 - A kim chcesz zostać? Przecież nie musisz się tego wszystkiego uczyć. - powiedziała Luna.
- Będę uzdrowicielką, ale fakt, nic nie zmusza mnie do tego, aby się ich uczyć. Ja po prostu chcę mieć tę satysfakcję.
- No ale po co sobie dokładać nauki? To bez sensu.
- Jedyne co powinnaś obejmować swoim programem to eliksiry, zielarstwo, transmutacja, zaklęcia i OPCM. To jest różnica, no bo po co ci te runy, numerologia i astronomia? - zapytała zniesmaczona Angie
- A jak będę chciała leczyć wilkołaki? - odcięła się Ness. - Muszę wiedzieć kiedy zaczyna się pełnia, aby zaraz po niej móc się nimi zająć. No i innymi stworzeniami magicznymi też. - dodała widząc miny swoich przyjaciółek.
 Nagle znikąd pojawili się Hermiona z Ronem i zaczęli kierować się w ich stronę. Ness rzuciła im spojrzenie typu "zwijamy się". Z niewiadomych dla niej przyczyn ta para wzbudzała w niej teraz obrzydzenie i niechęć. Dziewczyny pozbierały książki, spakowały je do toreb i błyskawicznie opuściły bibliotekę. Gdy Ness ich mijała, rzuciła im jeszcze nienawistne spojrzenie.
Po wyjściu z biblioteki Ness rozluźniła się. Nie lubiła tamtego miejsca, mimo, że zawartość woluminów ją kusiła, nie pomijając działów ksiąg zakazanych. Akurat ta część biblioteki jej nie odrzucała, a wręcz kusiła magnetyczną siłą.
Ponieważ za chwilę miała zacząć się lekcja transmutacji, skierowały się do klasy profesor McGonagall, która miała im ogłosić, że przez jakiś czas nie będzie jej w szkole. Po chwili rozległ się dźwięk dzwonka, a one były dopiero na piątym piętrze, podczas gdy gabinet transmutacji był na siódmym.
Do klasy dosłownie wpadły z językami na brodzie, bo całą drogę biegły. Nim profesor McGonagall zwróciła im uwagę, zauważyły, że panna Granger i pan Weasley już znajdowali się w klasie, mimo że byli oni w bibliotece jeszcze w momencie kiedy oni wychodzili. Czyżby zrobili jakąś podmiankę? Może eliksir wielosokowy?
- Przepraszamy za spóźnienie, ale lektury w bibliotece są tak wciągające... - zaczęła Ness.
- ... a potem zboczyłyśmy troszkę z drogi... - dodała Angela
- ... schody były wredne i odstawiły nas w odległy koniec szkoły i musiałyśmy iść na około... - podłączyła się Eli
- Zmęczyły się po biegnięciu na piętro wyżej od biblioteki, więc wróciły się do kuchni po coś do picia - rzekła Luna
Natychmiast dziewczyny rzuciły jej spojrzenie typu "zdrajca!". Remus i Syriusz, którzy także byli w klasie tłumili śmiech kaszlaniem. Uczniowie będący w klasie byli opiniami podzieleni na dziewczyny i chłopaków, ponieważ dziewczyny uważały, że ich spóźnienie jest karygodne, a chłopccy byli nimi zaintrygowani i zauroczeni. W końcu Ness połączyła w grupę najładniejsze dziewczyny w szkole, sprawając że Cho Chang spadła w swoim rankingu popularności i urody odkąd powstała partia opozycyjna (o politykach się za dużo słuchało dop.VeeVenea).
- Minus 5 punktów od Ravenclaw'u i szlaban u profesora Snape'a o 18, a teraz skończę to, co mi tak hucznie przerwałyście - oznajmiła sucho McGonagall. - Jak mówiłam, przez okres dwóch miesięcy nie będzie mnie w szkole, a w zastępstwie będzie was uczył pan Black - to mówiąc wskazała ręką na chrzestnego Ness. - Są jakieś pytania?
Rękę uniosła Ness, a Hermiona i Ron spojrzeli na nią ostrzegawczo.
- Tak panno... - Syriusz udawał, że nie wie jak Ness ma na imię.
- Holly, Holly Ness - powiedziała nawet nie starając się, aby w jej głosie pobrzmiewał szacunek. - Czy pan ma w ogóle jakiekolwiek doświadczenie w zawodzie nauczyciela?
- Nie, absolutnie żadnego - odpowiedział żartobliwe.
- To jak zamierza nas pan uczyć? - podjęła temat Eli.
- Jak każdy nauczyciel, na metodzie prób i błędów, ale co do transmutacji... Zawsze byłem w tym dobry, więc bez obaw.
- Chwalipięta - odkaszlnęła Eli, a przynajmniej miało to jak kaszlnięcie zabrzmieć.
- Czy ty coś powiedziałaś, panno Bess? - zapytała profesor McGonagall.
- Ależ nie, broń Merlinie! - zaprzeczyła szybko. Zbyt szybko, by było to wiarygodne.
- No ja myślę. - odrzekła psorka.
Nagle Ness nachyliła się do ucha Angie.
- To ona myśli! Sądziłam, że Krukoni i Ślizgoni to ewenementy w tej szkole, używające tej części ciała - szepnęła Ness. Natomiast Angie zachichotała. Dziewczyny spędziły transmutację na zmienieniu za pierwszym razem ślimaka w wiewiórkę i na złośliwych komentarzach na temat McGonagall.
Po lekcjach poszły do biblioteki odrobić zadania domowe. W czasie drogi Ness ogarnęło dziwne przeczucie, przez które przystanęła na chwilę w miejscu. Starała się jednak jak tylko mogła zignorować je. Szybko dogoniła dziewczyny, szczerząc się szeroko, a przyjaciółki nie zapytały nawet dlaczego się zatrzymała, nie chcąc wyciągać z niej nic na siłę.

Tymczasem.

Ron i Hermiona szli szybkim krokiem do tymczasowego pokoju Syriusza, aby zapytać go gdzie jest Harry. Gdy tylko tam dotarli, zaczęli się dobijać do drzwi i gdyby nie szybka interwencja Syriusza to zostałyby z nich tylko wiórki.
- O co chodzi? - zapytał łagodnie Syriusz.
- Gdzie jest Harry?! - zapytali się jednoczenie Ron i Hermiona.
- Uczy się prywatnie w moim domu, na pewno nie w Londynie. - szybko odpowiedział.
- Czemu nie dopowiada na nasze listy! - dopytywał się Ron.
- Najpierw przestańcie się wydzierać, a teraz coś wam powiem. - zaczął. - Myślicie, że nie wiem, że regularnie okradaliście skrytkę Harry'ego i kolegowaliście się z nim tylko dla jego sławy?
Oboje byli bardzo zaskoczeni.
- Skąd wiesz... - szepnął Ron.
- Jednak potrafisz mówić normalnie! Ale teraz jakoś cię nie słyszę, możesz mówić głośniej? - zapytał ironicznie Black.
- SKĄD WIESZ, ŻE REGULARNIE OKRADAMY HARRY'EGO? -  rozwścieczony i poniesiony przez emocje Ron wywrzeszczał to na głos. Dopiero potem zdał sobie sprawę z tego, co wykrzyczał, a Hermiona trzepnęła go w głowę za głupotę.
- Baran! - Znowu walnęła go w głowę. - Panuj nad tym co mówisz! - krzyknęła i ponownie zdzieliła go w potylicę.
- Ach, zapomniałbym, że nie tylko wy okradacie, ale cała wasza rodzinka, oprócz bliźniaków, którzy zostali za to wydziedziczeni! A może Dumbledore też macza w tym palce?
- Jak śmiesz oskarżać nas i profesora Dumbledore'a o takie czyny?! - krzyknęła Hermiona, niby starając się udowodnić, że nigdy nie zabrali ani sykla ze skrytki Ness.
- Czyli jednak mam rację. - stwierdził bez humoru Syriusz i wszedł do swojej komnaty, zamykając za sobą z hukiem drzwi.
Oboje stali jak wmurowani w podłogę, nadal zaskoczeni faktem, że Syriusz wie.

 *****

Dziewczyny właśnie męczyły się nad wypracowaniem z eliksirów i ogromnym esejem na trzy rolki pergaminu z obrony przed czarną magią, bo jak powiedziała pani Clamph "dziś będzie łagodna". Wszystkie rzucały co chwilę mordercze spojrzenia Angeli.
- To twoja wina. - warknęła Eli.
- Wiedz że możesz dziś nie spać spokojnie. - dodała Ness.
- Ale ja naprawdę nie wiedziałam, że ona za mną stoi. - odrzekła błagalnym tonem Angie. - Wybaczcie. - prosiła, ale dziewczyny nie dawały się przekonać.
- Wiedz, że dziś może cię spotkać coś złego - Ness udała głos Trawley.
Wszystkie zachichotały.
- O co wam chodzi? - zapytała niby nic nie wiedząca Ness.
- Przypominasz jedną z naszych nauczycielek - odparła Luna.
- Którą? - nadal niby nic nie wiedziała, ale w duszy poczuła się lekko urażona na stwierdzenie jej podobieństwa.
- Przypominasz profesor Trawley - dodała Eli.
- Ją! - oburzyła się Ness, oczywiście udawała ponieważ specjalnie ją udawała dla żartu.
 Wstała, w pośpiechu spakowała swoją torbę i czym prędzej opuściła bibliotekę. Po drodze spotkał ją dziwny transparent. Napisane było na nim "Holly Ness, umówisz się ze mną?" stanęła jak wryta. Po chwili poszła dalej i zobaczyła kolejny transparent "Może jednak?" i kolejny "Nie daj się prosić". Wszystkie napotkała w drodze do Wielkiej Sali. Minęła jeszcze 10 podobnych, a gdy weszła do Wielkiej Sali zobaczyła największy z nich.
"Dziś wypad do Hogsmeade, naprawdę, nie daj się prosić". 
Rozejrzała się kto mógł po przyczepiać te transparenty, ale podejrzenia mogły paść praktycznie na każdego.
Co jest grane? - pomyślała. - Nigdy nikt nie próbował się ze mną umówić, więc nie mam pojęcia co zrobić.
Po chwili znikąd przed Ness, jak spod ziemi, wyrósł Blaise Zabini, uśmiechający się zawadiacko.
- To jak z naszą randką? - zapytał bez najmniejszych skrupułów.
- A ty to kto? - Starała się zignorować jego zbyt wielkie mniemanie o sobie.
- Blaise Zabini, kumpel twojego kuzyna - przedstawił się. - Możliwe również, że twój przyszły chłopak - dodał.
Ness tylko prychnęła i poszła dalej w kierunku Mary, jednocześnie nieświadomie poruszając się w bardzo kuszący sposób. Nie wiedziała również, że praktycznie każdy się za nią oglądał. Gdy tylko dotarła do stołu Hufflepuffu, to z zaskoczenia zapytała się Mary co u niej słychać.
- Nie strasz ludzi! - krzyknęła, a Ness uniosła jedną brew w przypływie ironii. - A tak ogólnie to jest ok. - dodała i jakby ją zignorowała.
Ness rozejrzała się po sali i zauważyła, że Syriusz jest wyraźnie czymś rozbawiony. Podeszła do niego.
- Co cię tak bawi, profesorze Black? - położyła nacisk na nazwisko.
- Jesteś bardzo podobna do Lily, ona też nie dawała żadnemu facetowi szans, na randkę. - stwierdził, a Ness po upewnieniu się, że nikt jej nie widzi (albo nie obserwuje), zdzieliła w łeb chrzestnego. - Au, za co? - zapytał masując pulsujące bólem miejsce, które uderzyła dziewczyna. - Powiedziałem tylko, że Lily też nie dawała szans żadnemu mężczyźnie, nawet James'owi Potter'owi. - dokończył.
Ness tylko spojrzała krzywo, a następnie uśmiechnęła się i wróciła do stołu Ravenclaw'u, aby dosiąść się do Luny i paczki. Nie była świadoma śledzących ją spojrzeń, a szczególnie tego jednego, Dracona Malfoy'a.
Niczego nieświadoma po kolacji, gdy odrobiła już lekcje, oddała się w objęcia Morfeusza.

1 komentarz:

  1. No skąd ja wiedziałam, że tak będzie... A Ron to jest jednak kretyn, ale co poradzisz na rudych. W bliźnaków za to nigdy nie zwątpisz, ne ne!
    Cóż, każda KAŻDA!!! akcja z Syrim rozwala system jak dziecko babkę z piasku >.<
    I wyczuwam romans DraxNess >3<
    Ach te stalowe oczy Dracona (ach ach ach)
    N.A.
    P.S. Mówiłam już, że kocham twoje opowiadanie <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń