Ness wstała nadzwyczaj wcześnie, ponieważ w powietrzu
przeczuwała, że coś się wydarzy i nie były to na pewno efekty
wczorajszej kolacji Ness. Zjadła wczoraj tak zwane zakazane przysmaki
syren, które przysłała jej ciotka. Niestety nie wiedziała, że czekoladki
zawierają bardzo wysokoprocentowy alkohol. Skutkiem tego był dzisiejszy
kac. Gdy tylko rozchyliła powieki, oślepiło ją światło dochodzące zza
firanek i mimo tego, że były one do połowy zasłonięte, to te malutkie
strugi światła i tak wydawały się jak blask tysiąca słońc.
-
O Merlinie! - stęknęła Ness. - Zanotować: nigdy więcej nie próbować
żadnych przekąsek od ciotki - skomentowała pod nosem i ruszyła w
kierunku łazienki, aby się odświeżyć. Pech chciał, aby wczorajsze
przekąski przypomniały o sobie. Popędziła w kierunku toalety, a po
chwili było już po czekoladkach. - Tak, zdecydowanie nigdy więcej
przekąsek od cioci Caliope - powiedziała ocierając usta.
Po
jakiejś połowie godziny była gotowa, czyli nie czuła już, aby kac ją aż
tak męczył, i postanowiła odwdzięczyć się dziewczynom za wczoraj. Tym
razem jednak zamiast zimnej postanowiła napełnić wiadra gorącą wodą.
Z
pół obrotu rozlała całą wodę na swoje współlokatorki. Dziewczyny
dosłownie poderwały się z łóżek i rozbudzone spojrzały morderczo na
Ness.
- Za co!? - krzyknęła Eli.
- Prawdopodobnie za wczoraj - stwierdziła Luna.
- I ty Brutusie przeciwko mnie! - rzekła Eli do Luny.
- Nie Brutus, a Luna - powiedziała Ness. - Więc "I ty Luniaczku przeciwko mnie!" - zacytowała.
- Żaden Luniaczek - wtrąciła się Luna, marszcząc brwi.
-
Jak opanujesz animagię to zastanowimy się nad twoją ksywą, bo jak na
razie jesteś naszym Luniaczkiem. - To mówiąc Ness przytuliła Lunę niczym
pani Weasley ją gdy była jeszcze chłopcem.
Luna lekko się naburmuszyła, a po chwili spojrzała na Ness zaskoczona.
- Czy ty się wczoraj na nas nie obraziłaś? - zapytała Luna.
-
Ja? Na ciebie?! Nigdy! Co najwyżej na Eli, ale jedyną osobą, z którą
mam tymczasową wojnę to Angie - oznajmiła spokojnym tonem.
Luna
i Eli uściskały ją, a kiedy Angie chciała się dołączyć Ness nasyczała
na nią jak kot. Ta błyskawicznie zaprzestała próby przytulenia się do
nich.
- Zapomniałabym, zemszczę się - oznajmiła Ness w kierunku Angie. - I to dzisiaj! - dodała złośliwie.
Po
swojej przemowie wyszła z dormitorium i zeszła do wielkiej sali. Kiedy
tylko się tam znalazła, rozejrzała się czy są już nauczyciele, a
następnie podeszła do uczniów. Szybko wytłumaczyła im komu zawdzięczają
terror na OPCM. Widziała wyraźnie te wściekłe błyski w oczach
rówieśników, a nim się obejrzała wieść obeszła całą szkołę. Dlatego w
chwili, w której Angie weszła do sali stało się to czego się
spodziewała. Wszyscy rzucili jej mordercze spojrzenia, a po chwili
poleciały ku niej zaklęcia. Bitwa zaczęłaby się na dobre gdyby nie
interwencja McGonagall.
- Spokój!
- krzyknęła. - Kto zaczął? - spytała surowym tonem. Wszyscy sumiennie
spojrzeli na Angelę. - Pani Windstone? Szlaban u mnie o osiemnastej -
oznajmiła sucho. - A teraz wszyscy mają wrócić do swoich stołów!
Wszyscy
za "prośbą" McGonagall grzecznie usiedli. Po chwili do sali weszła
reszta profesorów i zasiadła na swoich miejscach. Ness dostrzegła, że
profesor Snape groźnie spogląda na jej chrzestnego i profesora Lupin'a.
Zachichotała, podczas gdy dyrektor zaczął prowadzić swój monolog.
-
Mam wam do ogłoszenia ważną wiadomość! - zaczął. - W tym roku wznawiamy
Turniej Trójmagiczny. Dlatego na dwa dni przybędą reprezentanci innych
szkół! - dokończył i usiadł, a na sali w której na czas mówienia tych
trzech zdań panowała iście grobowa cisza, rozległy się szepty, które z
każdą chwilą stawały się głośniejsze, a na końcu przerodziły się w
rozmowy.
Po śniadaniu wszyscy skierowali się do pomieszczeń, w których odbywały się zajęcia.
Niebawem
do sali wkroczyła jak zwykle nieszczęśliwa pani Clamph, ale gdy tylko
zobaczyła, że ma lekcje z Angie od razu się rozchmurzyła.
-
Panna Windstone, jak miło widzieć panią na mojej lekcji! - ogłosiła
ironicznym tonem. - Dziś praktyka! - powiedziała przeciągając sylaby. -
Tematem lekcji będą stworzenia z zakazanego lasu, jakieś pytania? -
spytała takim tonem jakby mówiła "jak ktoś zapyta się o cokolwiek to
zamorduję". - Nikt? - udała urażoną. - Dobrze, w takim razie przebierać
się w stroje uszykowane uprzednio przez specjalistę w tej dziedzinie.
Wszyscy jak jeden mąż zaczęli ubierać stroje o barwie oliwkowej zielni i czerni.
[Mniej więcej takie]
-
Powinniście być już gotowi! - stwierdziła przychodząc zaledwie pięć
minut po zaleceniu przebrania. - Dziś macie za zadanie złapać, tak, złapać Dix'a*.
Nagle swoją dłoń uniosła w górę Hermiona. Pani Clamph nie była zadowolona z tego powodu.
- Myślałam, że nie macie żadnych pytań, panno Granger - powiedziała surowo nauczycielka.
-
Pani profesor, my nigdy nie łapaliśmy żadnych magicznych stworzeń - to
było kłamstwo, ale kto by się tam wypierał. - I czym jest w ogóle ten
Dix? - zapytała, czym zaskoczyła całą klasę, ponieważ Panna
Ja-To-Wszystko-Wiem czegoś nie wiedziała.
-
Może ktoś uświadomi pannę Granger czym jest Dix? - zapytała
wykładowczyni, po czym spojrzała na Ness. - Może panna Holly? - Już
miała zacząć mówić kiedy nauczycielka dodała. - Może wstaniesz?
Ness wstała i zaczęła przemawiać.
-
Dix jest to wodny chochlik zamieszkujący obecnie Norwegię. Cechami
charakterystycznymi dla tych stworzeń jest ogromna prędkość, którą
rozwijają od narodzin, więc dorosłe Dix'y osiągają nawet prędkość
dźwięku. Drugą cechą charakterystyczną jest ich śpiew. Jestem tylko
zaskoczona skąd one się tu wzięły skoro pochodzą ze Szwecji? - Ness jako
syrena wiedziała o stworzenia wodnych bardzo sporo. W końcu jeśli ma
się za ciotkę Caliope to nie trudno idzie się czegoś nauczyć.
-
Bardzo dobrze, dwadzieścia pięć punktów dla Ravenclawu. Widać, że
przynajmniej jedna uczennica jest przygotowana na moją lekcje -
powiedziała. - Teraz idziemy, bo czas leci, a na następny raz cała klasa
będzie musiała napisać duży test z tego co dzisiaj zrobimy. A jeśli
choć jedna osoba, którą zapytam nie będzie potrafiła mi odpowiedzieć... -
fuknęła i pogroziła im palcem.
Cała klasa poszła za nauczycielką i każdy bał się chociaż odezwać.
Gdy
wychodzili okazało się, że zaczęło padać i cała piękna pogoda poszła -
za przeproszeniem - psu w dupę. Wszędzie było błoto, a dziewczynom
zachciało się przepychanek i nie zwracały uwagi na nauczycielkę. Ness na
swoje nieszczęście nie zwróciła uwagi na to, że dziewczyny skradały się
w jej stronę i po chwili dostała nauczkę za swoją chwilę nieuwagi.
Krótki ślizg i już po chwili pociągnęła za sobą Draco Malfoy'a, w
efekcie czego oboje już po chwili leżeli w błocie. Draco zaskoczony
nawet nie zdążył czegokolwiek powiedzieć kiedy Ness wybuchła.
-
Proindeluto* - krzyknęła i wymachnęła różdżką. Po chwili z błota
powstały macki, które pochwyciły dziewczyny i zaczęły nimi wymachiwać w
każdą stronę jak oszalałe. Gdy dziewczyny zostały brutalnie opuszczone
na ziemię i miały nadzieję, że to koniec - widocznie nadzieja matką
głupich - przekonały się, że popełniły wielką pomyłkę. Błoto z chlustem
opadło prosto na nie i ubrudziło je od stóp po głowę.
Wszyscy
patrzyli na nią oniemiali, gdy po chwili użyła jeszcze zaklęcia
Chłoszczyć i dziewczyny były znów czyste. Tak samo postąpiła w swoim
wypadku i Draco.
- No co! Moja eskorta nie może chodzić brudna, ale nauczka musi być. - Tutaj pogroziła im palcem.
Profesorka
szybko objaśniła co i jak mają zrobić aby, jak się okazało, zdać test
semestralny. Pani Clamph zagwizdała gwizdkiem na znak, że test się
rozpoczął.
Wszyscy wystartowali. Każdy próbował na
swoje sposoby. Jedni wysługiwali się innymi, drudzy petryfikowali,
trzeci łapali w siatki wyczarowane uprzednio, a jeszcze inni
własnoręcznie tworzyli pułapki. Ostatecznie Ness z grupką przyszły jako
dwunaste. Byłoby to porażką, gdyby nie fakt, że złapały osiem Dix'ów.
Dostały Powyżej Oczekiwań, ponieważ przyszły jako prawie ostatnie i w
dodatku zabrały innym ich Dix'y, pozbawiając ich w ten sposób możliwości
zdania testu. Mówiąc krótko: osoby które nie złapały tego stworzonka
będą musiały zdawać kiedy indziej, na innym stworzeniu, ponoć
"łatwiejszym" do złapania.
Dziewczyny natomiast
dostały szlaban polegający na rozdawaniu specjalnych przekąsek dla
gości, którzy przybędą w delegacji do szkoły z okazji Turnieju
Trójmagicznego. Niestety pani Clamph nie przewidziała, że te "urocze i
mądre" damy mogą coś zmalować. Dziewczyny postanowiły wykorzystać ten
szlaban na swój debiut jako żartownisie.
(Dwa dni później; niedziela; ranek)
Dziś
dziewczyny miały odbyć swój szlaban, a ponieważ delegacja przybywała
wieczorem miały jeszcze sporo czasu do "przygotowań". Będąc w
dormitorium ćwiczyły swój żart, by wszystko wyszło idealnie. Sprawdzały
każdą możliwość. Co powiedzieć, co zrobić w razie wypadku czyli
nieprzewidzianych okoliczności...
- Wszystko mamy chyba obcykane. - powiedziała Luna, chociaż zabrzmiało to bardziej jak pytanie niż stwierdzenie.
- Nie chyba, tylko na pewno! - oznajmiła pewnie Ness.
- Od A do Z obcykane - dodała Eli.
-
No to można poleniuchować - stwierdziła Angie jednocześnie rozkładając
się na fotelu. Dziewczyny spojrzały po sobie, a po chwili Angie leżała
na podłodze zwalona przez nie. - Za co?! - wydarła się.
- Dziś zaczynamy swoją działalność, więc musimy sobie troszkę po praktykować - stwierdziły wspólnie Eli i Ness.
- A czemu nie na Lunie tylko na mnie, co?! - wydarła się. Głośno. No głośniej już się chyba nie dało.
-
Do mojej Luni się nie czepiaj - ostrzegła Ness, a następnie przytuliła
się niczym matka do Luny, jednocześnie gładząc dłonią jej długie blond
włosy.
Nagle przerwała te relacje Ness-Luna, aby oznajmić według niej ważną rzecz.
- Zaraz będzie śniadanie.
-
A ty tylko o jedzeniu! - stwierdziła ironicznie Eli, a potem zaburczało
jej w brzuchu. - No dobra, idziemy na śniadanie! - zakomenderowała jak
kapitan statku, wymachując piórem na kształt miecza w kierunku wyjścia.
Dziewczyny
jak jeden mąż wybuchnęły śmiechem. Eli miała już wychodzić, gdy
zauważyła, że jej koleżanki najwyraźniej mają z czegoś ubaw.
- O co chodzi? - zapytała.
- Chłopacy będą mieli świetny widok, co nie Luniu? - powiedziała Ness troszkę zalotnie.
- O tak, będzie miała za swoje - zawtórowała Angie.
- No co?! - krzyknęła coraz to bardziej zdezorientowana.
Dziewczyny zachichotały.
- Nie jest ci troszkę... zimno? - zapytała konspiracyjnie Ness.
Dziewczyna spojrzała po sobie, a następnie klepnęła się ręką w głowę.
Wszystkie ponownie wybuchnęły śmiechem, ponieważ Eli miała na sobie
wyłącznie piżamę składającą się z topu i majtek.
- Nie mam w co się ubrać! - powiedziała załamana dziewczyna, zaglądając do swojej szafy.
-
To weź worek, wytnij w nim dziury na ręce i głowę; będziesz miała
świetne ubranie - powiedziała bardzo poważnie Ness, choć jej mina mówiła
zupełnie co innego.
- Ha, ha, ha.
Mówi to osoba, której szafa pęka w szwach i musi trzymać resztę ubrań na
zadaszeniu łóżka, kufrze oraz... szafie Luny - powiedziała drwiąco Eli.
-
To nie moja wina, że ciocia załadowała mi tyle ciuchów do kufra, a
także że tutejsze szafy są tak małe - fuknęła Ness. - To my idziemy na
śniadanie - powiedziała i wstała z łóżka.
- Kiedy wy się ubrałyście?! - zapytała, gdy zauważyła, że dziewczyny w przeciwieństwie do niej są ubrane.
-
Jak ty chodziłaś co kwadrans do łazienki na dziesięć minut to chyba
każdy by zdążył się ubrać. Oczywiście jak ci się żołądek uspokoił,
wreszcie mogłyśmy sprawdzić czy wszystko jest dopracowane.
Po
jeszcze kilku minutowej wymianie zdań, w której wystąpiły niecenzuralne
wyrazy (pozwoliłam sobie je pominąć) dziewczyny zeszły na dół do
wielkiej sali. Wszyscy tam obecni jedli sobie posiłki, mające być
śniadaniem.
Ness z ekipą rozsiadły się przy stole.
Eli jak tylko usiadła nabrała na talerz swoich ulubionych potraw i
łapczywie zaczęła jeść. Dziewczyny spojrzały na nią z obrzydzeniem.
-
No co?! - powiedziała z pełnymi ustami Eli. W tym momencie wyglądała
bardzo podobnie do Rona i Ness nie omieszkała jej tego wypomnieć.
-
Wyglądasz jak ten rudzielec z Gryffindoru, jak mu ta... Ron! Chyba... -
powiedziała Ness. Jak się spodziewała Eli zachłysnęła się swoim
posiłkiem.
- Ja - tu pokazała na
siebie palcem - wyglądam jak on! - Prawie krzyknęła, a jej mina wyrażała
wyraźne oburzenie podobną insynuacją.
-
Nie, źle mnie zrozumiałaś - powiedziała Ness, a urażenie zaczęło powoli
znikać z twarzy Eli. - Ty jesz w bardzo podobny sposób do niego -
dodała i wzięła do ust tosta, który smakował teraz jak przypalona
podeszwa. Nie dała po sobie poznać, że jej nie smakuje i po jednym kęsie
odłożyła tosta na talerz.
- Jeszcze tylko... niecałe dziesięć godzin do naszej... To znaczy do naszego szlabanu. Prawda dziewczyny?
Jak na osobę, która miała mieć szlaban mówiła to zbyt entuzjastycznie.
- Tak, zjadłyście już? - zapytała Ness.
Wszystkie
kiwnęły na zgodę i wyszły z wielkiej sali. Bardzo szybko znalazły się w
wieży i jeszcze szybciej w swoim dormitorium. Pozostało im jeszcze
dziewięć godzin.
- Już nie mogę się doczekać - westchnęła Luna.
- Tylko... - tu Angie spojrzała na zegarek - dziewięć godzin czterdzieści sześć minut i dwadzieścia pięć sekund - podsumowała.
- Tylko?! - podniosła głos Eli. - Ja tu umrę z nudów.
- To może zrobimy coś? - zapytała konspiracyjnie Ness.
- Czyli? - zapytała podobnym tonem Eli.
- Może poeksperymentujemy - zasugerowała.
- Chcesz się uczyć?! - oburzyła się Angie.
- I ty jesteś krukonką... - powiedziała ślizgońsko Ness. - Nie dość, że leń to jeszcze niedomyślna!
- A ty to niby jesteś taką na sto procent, co?
Pomiędzy
oczami Ness a Eli zaczęły pojawiać się błyskawice, więc Angie i Luna
musiały interweniować, Chwyciły je za ramiona i zaczęły od siebie
odciągać.
- Dobra, bo zaraz się
pozabijacie - stwierdziła Angie. - Więc co to za pomysł, Ness? - Chciała
zmienić temat by uniknąć awantury.
Gdy już się uspokoiły to Ness zaczęła mówić.
- Może zmienimy sobie fryzurki, co? - zasugerowała.
Dziewczyny spojrzały po sobie.
- Niby po co? - zapytała Luna.
-
Abyśmy miały taki Huncwocki image - powiedziała Ness. - No skoro
zaczynamy swoją działalność, to wypadałoby wyglądać odpowiednio.
Dziewczyny obróciły się i zaczęły naradę. Po chwili zgodziły się, z jednym tylko "ale".
- Kto nas będzie strzygł? - zapytały się.
- Troszkę skrzaty, troszkę ja - powiedziała wymijająco.
- To my się nie zgadzamy - odparły zgodnie.
-
Nie wierzycie, że potrafię przycinać włosy?! - oburzyła się - Ja
zacznę, a skrzaty będą wprowadzać ewentualne poprawki - wytłumaczyła.
-
Dobra, ale jak zrobisz nam z głów jesień średniowiecza to cię zabijemy -
powiedziały zgodnie, a już po chwili na krzesełku "fryzjerskim"
siedziała Luna.
- No to u ciebie
zrobimy skrócenie włosów, grzywkę, pazurki i cieniowanie. Zgadzasz się
na nowe kolczyki? - zapytała bardziej dla zasady.
Ta tylko kiwnęła głową i poleciały pierwsze kosmyki włosów; bardzo długie kosmyki
włosów. Cięła dalej, a Luna robiła tylko duże oczy i patrzyła nimi jak
jej włosy leciały na ziemię, jeden pukiel po drugim. Moment później miała na
chwilkę przysłonięty widok. Poczuła zimno metalowych nożyczek, które
cięły jej włosy pod ukosem, aby zrobić grzywkę. Następnie, gdy Luna
myślała, że to już koniec, okazało się, że Ness ciągnie swą robotę
dalej. Cięła na bokach tworząc "pazurki". Następnie włosy przykracała,
cieniując je.
Po chwili Ness wyciągnęła różdżkę i
zaczęła modelować włosy. Kolejnym krokiem jaki wykonała było
wyciągnięcie do Luny ręki i rozkazanie oddania jej pomarańczowych
kolczyków w kształcie rzodkiewki. Po chwili, gdy ta niechętnie je
oddala, Ness nałożyła jej kolczyki: duże, srebrne błyskawice. Efekt był
zupełnie inny niż Luna się spodziewała. Wyglądała wręcz oszałamiająco.
Tak drapieżnie i niepodobnie do siebie.
Następna była Eli.
Tu
pojawił się problem. Eli miała bardzo skołtunione i niesforne włosy.
Pierwszy grzebień jakim zaczęła je rozczesywać połamał się. Ness
powiedziała, że skróci jej włosy tak samo jak Lunie. Pierwotnie Eli
myślała, że na serio obetnie ją tak jak Lunę i bardzo się ucieszyła.
Niestety Ness miała inny zamiar. Skróciła jej włosy troszkę nad ramiona i
zrobiła delikatną prostą grzywkę, czyli kilka kosmyków dała jej na
czoło resztę zostawiła. Jedak Eli się podobało. Według Ness została
tylko Angie.
Kiedy Angie usiadła
na krzesełku, Ness zaczęła swoje czary. Włosy Angie były mocną kręcone,
więc tylko je wyprostowała, a jedyny zabieg jaki wykonała nożyczkami to
podcinka końcówek i prosta grzywka.
Ness
po robocie opadła sobie na krzesełko, z którego uprzednio zgoniła
Angie, chcąc sobie odsapnąć. Nie spodziewała się, że dziewczyny same
zaczną coś wydziwiać z jej włosami.
Po chwili poczuła jak coś ciepłego zostało przyłożone do jej włosów i gwałtownie się poderwała.
- Co robicie?! - krzyknęła Ness.
- Skoro ty nam zaserwowałaś fryzjera... - zaczęła Luna.
- ...To postanowiłyśmy tobie też takiego sprawić... - dodała Angie. Ness przestraszyła się nie na żarty i oplotła głowę rękoma.
- Nie martw się nie będziemy używać nożyczek, tylko je wymodelujemy. - dokończyła Eli.
Ness
jęknęła i usiadła normalnie, nadal jednak niespokojna. Po chwili
dziweczyny stwierdziły, że włosy Ness są zbyt proste i zaczęły je kręcić
włosy. Efekt końcowy był na pewno intrygujący, Ness tego nie zauważyła,
ale teraz przypominała bardziej Syriusza niż by się spodziewała.
- Ile zostało nam jeszcze czasu? - zapytała Luna, przyglądając się Ness.
-
Mniej więcej... - Eli spojrzała na zegarek i wybałuszyła oczy. - Mniej
więcej pół godziny! Spędziłyśmy na tym twoim fryzjerstwie prawie
dziewięć godzin!
- Nie krzycz tylko się szykuj, bo czas goni - pośpieszyła Luna.
Wszystkie
były gotowe szybciej niż normalnie, bo zazwyczaj ubieranie zajmowało im
ponad czterdzieści pięć minut. Tym razem jednak po trzech minutach były
gotowe.
Szybko wleciały do
kuchni i odebrały zaskoczonym skrzatom przystawki. Pobiegły z nimi do
Wielkiej Sali. Wzięły oddech i pchnęły drzwi. Na początku nikt ich nie
zauważył. Przynajmniej dopóki nie zaczęły śpiewać.
My jesteśmy krasnoludki,
Hopsa sa, hopsa sa,
Pod grzybkami nasze budki,
Hopsa, hopsa sa,
Jemy mrówki, żabkie łapki,
Oj tak tak, oj tak tak,
A na głowach krasne czapki,
To nasz, to nasz znak.
Gdy ktoś zbłądzi, to trąbimy,
Trutu tu, trutu tu,
Gdy ktoś senny, to uśpimy,
Lulu lulu lu,
Gdy ktoś skrzywdzi krasnoludka,
Ajajaj, ajajaj,
To zapłacze niezabudka,
Uuuuu.
Wszyscy
spojrzeli na nie zaskoczeni, podczas gdy one rozeszły się po sali i
przedstawiając się rozdawały przystawki. W końcu Ness dotarła do
Weasley'ów.
- Jestem Apsik - powiedziała, udając kichnięcie. - Jestem Apsik. - Ponownie niby kichnęła. - Rozdaję przystawki gościom i tubylcom.
- A możesz powtórzyć... - zaczął Fred. Albo George.
- ...jak się nazywasz? - dokończył drugi z braci; możliwe, że George.
-
Apsik - ogłosiła już bez udawanego kichania. Ale po chwili
niespodziewanie kichnęła w dłoń, tym razem prawdziwie i wbrew jej woli
poleciało jej z nosa. Postanowiła "to" oddać komuś innemu. Na horyzoncie
ku jej zadowoleniu pojawiła się Hermiona Granger. Podeszła do niej,
poruszając się na swój nieświadomy kuszący sposób, zostawiając za sobą
bliźniaków.
- Hej, nie miałyśmy
się jak wcześniej poznać. - Nie zauważyła, że Draco patrzy się właśnie
na jej "ofiarę" z obrzydzeniem, a na Ness z lekkim niedowierzaniem,
jakby już się szykował na niechęć do Ness'y. - Jestem - tu wyciągnęła
zasmarkaną dłoń w kierunku Granger tak, aby ta tego nie dojrzała. Cały
czas była obserwowana przez bliźniaków. Zrobiła pauzę, którą Hermiona
wykorzystała. Dziewczyna wyciągnęła dłoń i uścisnęła jej własną.
-
Jestem Hermiona Gran... - Nagle urwała, skrzywiła się i odskoczyła, gdy
poczuła na ręce coś śliskiego. - Co to jest?! - krzyknęła, ale nikt nie
zwrócił na nią uwagi.
- Jestem
twoją drogą krzyżową... - dokończyła swoją wcześniejszą wypowiedź.
Uśmiechnęła się diabelsko. - A to co masz teraz na dłoni to coś o co
powinnaś mnie dosłownie błagać... - dodała władczo, chociaż fakt faktem,
że jakakolwiek wydzielina syreny rzeczywiście jest cenniejsza niż
życie. - To moje smarki - skończyła, uśmiechając się jeszcze szerzej. -
Adios! - pożegnała się cała uradowana. Dalej śpiewała piosenkę, rozdając
przekąski, oczywiście czystą ręką. Drugą trzymała w kieszeni. Po
robocie, gdy odpracowały sobie szlaban i już miały wracać, napotkały
problem w postaci pani profesor McGonagall.
- Czy coś się stało pani profesor? - zaczęła przymilnie Eli.
- Co miało oznaczać to w Wielkiej Sali? - powiedziała surowym tonem.
-
My tylko chciałyśmy urozmaicić wieczór - powiedziała Ness tonem godnym
nastoletniego Syriusza Black, który tłumaczył się Minewrze.
-
Tylko. Urozmaicić. Wieczór! - powtórzyła sucho. Oczy zwęziła w
szparki. - Jedyne co uzyskałyście to wstyd dla swojego domu, minus
pięćdziesiąt punktów dla Ravenclaw'u i szlaban u Filcha od jutra aż do
przerwy świątecznej. Codziennie o godzinie 19! - krzyknęła, po czym
odwróciła się i szybkim, sztywnym krokiem odeszła.
- Eee tam, tylko pięćdziesiąt punktów, odzyskamy je w mig i będzie spokój.
W
dalszym ciągu zadowolone dziewczyny początkowo ruszyły w kierunku
Wieży, ale przy schodach zrezygnowały z tego planu i poszły w kierunku
kuchni, by coś zjeść. Tam dopiero rozpoczęła się zabawa. Na początku
Angie tylko wyśliznął się placek z dłoni, gdy podawała go Ness. Zostało
to potraktowane jako sygnał do pierwszej wojny ciastkowej.
Rzucały się więc ciastkami niemalże do północy.
Później wróciły do wieży.

Emm... można się upić czekoladkami?
OdpowiedzUsuńA z resztą whatever...
N.A.