czwartek, 20 grudnia 2012

Zapowiedż, lub wymuszone nie dokończone one-shot ;D

To miało być dodane w całości, ale przez pewną osobę dodam to dziś jako zapowiedź całości, więc nie zdziwcie się jak np. jutro czytając to - w sensie full wersje - przeczytacie to samo z początku a potem oczywiście resztę.

Inna Bajka - zapowiedź


Miesiąc po śmierci Syriusza Blacka
 

Młodzieniec o bujnej, krótkiej czuprynie w barwie kruczych piór szedł wzdłuż jednej z ulic Surrey. Wokół panowała szara, chłodna atmosfera, a deszcz z nieba jakby odzwierciedlał to co właśnie czuł ten chłopiec. Zazwyczaj promienne i błyszczące zielone oczy były teraz zasnute jakby szarą mgiełka, bez życia. Każdy kto go napotkał schodził mu z drogi patrząc na niego nieprzychylnym spojrzeniem. Wszystkie plotki rozsiewane przez wujostwo tego chłopca działały zadziwiająco skutecznie, lecz chłopiec nie zwracał uwagi na te lodowate spojrzenia.
Po jakimś czasie wędrówki chłopak zatrzymał się, wyglądał jakby się zgubił. Rozglądał się na boki, wyraźnie nie wiedział gdzie jest, mimo że mieszkał tu od lat to otoczenie wydawało mu się być obce. Jednak właśnie tak się kończy nie patrzenie się przed siebie i prucie ciągle naprzód.

- Ja i mój pech - tylko tyle powiedział do siebie po czym osiadł na pobliskim głazie. 
Zastanawiał się gdzie jest, przecież nie mógł się oddalić na tyle daleko, że aż stracił orientacje. Po chwili wstał i zamiast zwrócić się i wracać drogą, którą przyszedł, zagłębił się dalej w nieznany teren. 
Był to bujnie zielony las pełen krzewów uginających się pod ciężarem owoców, które zrodziły. Wokół słychać było śpiew ptaków. 
Im dalej zagłębiał się w ten las tym bardziej nie wiedział gdzie jest. Wszystko w tym lesie było tak harmonijne, że aż nienaturalne.
- Dlaczego dziecko sądzisz, że wszystko wokół nie istnieje? - odezwał się nieznajomy głos, który przestraszył zielonookiego przez co zgubił swoje okulary. 
W odruchu wyrobionym przez te wszystkie lata walki z Voldemortem odwrócił się i odskoczył, wtedy Harry usłyszał jakby głębsze wciągniecie powietrza. Wtem poczuł, że ma za sobą drzewo i gdyby chciał uciec, co było niemożliwe na ślepo, nie miał by gdzie. Praktycznie nieznajomy przyparł go do mury.
Nieznana osoba wprost jaśniała niczym patronus, wyraźnie się zbliżała do zielonookiego.
- Nie bój się - rzekł nieznajomy. - Nic ci nie...
Wtem przerwał mu u Harry.
- Niby na jakiej zasadzie mam ci uwierzyć! - warknął Harry.
Młody Potter nawet nie spostrzegł kiedy nieznajomy znalazł się koło niego, a po chwili świat pociemniał.


Było mu miękko i przyjemni ciepło. Otworzył oczy i zobaczył nad sobą baldachim z przezroczystego, cienkiego materiału o liliowej barwie. Wyraźnie leżał w ogromnym łożu i był przykryty pościelą, wykonaną na pewno z drogiego materiału. Podniósł się do siadu i zaczął rozglądać po pokoju o beżowych ścianach. Pokój ten miał lepsze określenie na siebie, to pomieszczenie z pewnym głosem i bez zawahania można było nazwać komnatą. 
Chłopiec wstał z łóżka i podszedł do jednego z okien obok którego znajdowała się, teoretycznie, ręcznie zdobiona szafa. Ciemnowłosy odsunął zasłonę delikatnie ręką i wyjrzał na zewnątrz. Ten widok go zaskoczył.
Za oknem rozpościerały się szerokie ogrody pełne kwiatów o różnobarwnych kolorach. Latały tam przeróżna ptaki o bujnych piórach. Tego typu ptaków Harry nigdy nie widział, no chyba że w książeczkach dla dzieci, które czasem oglądał w bibliotece jak był jeszcze mały.
Oszołomiony widokami odszedł od okna i powrócił do oglądania reszty tego miejsca. 
W komnacie oprócz łoża i szafy stały jeszcze inne meble.  Był tam niski stoliczek, z wazonem pełnym niezapominajek i fiołków, a przy nim dwa fotele. Stała tam też sztaluga, regał z książkami, mała sofa -wyglądająca jak ta na której leżakowali sobie bogowie greccy- i kilka zapewne przydatnych mebli dla mieszkańców tego miejsca. Oczywiście były też drzwi, w sensie kilka drzwi do których nie zamierzał jeszcze zaglądać zielonooki. 
Najbardziej zainteresowała go toaletka ze zdobionym lustrem do której czym prędzej podbiegł.
Gdy tylko się do niej zbliżył, przestraszył się. Po pierwsze, mimo że nie miał okularów wszystko świetnie widział, po drugie jego dotychczas krótkie włosy sięgały mu teraz do pasa, po trzeci ubrany był w jakąś kieckę. Tak kieckę! Uszyta była ona na wzór greckich sukien bóstw. Na rękach miał szerokie bransolety a na szyi medalion. We włosach wetknięta była biała lilia. Rozumiał, że na co dzień miał niewieści wygląd, ale sposób w jaki go ubrano podkreślił to do granic możliwości.

1 komentarz:

  1. Przeze mnie ?? Haha i tak się ciesze że to dodałaś.Początek zaczyna się zwyczajnie jest załamany i nagle kogoś spotyka tylko tu pytanie kogo ? Później można powiedzieć pyt i mdleje Dursleyowie nieźle go musieli zagłodzić. Tak tak wiem że to za sprawą czaru ale lubie czasem tak pogadać bez sensu :D Co mnie rozbroiło i co przeczytam jeszcze chyba z milion razy to ubranie a raczej sukienka i dodatki. Hahahaha. Nie moge. Ej to nie fair z tego opisu wynika że on jest ładniejszy ode mnie ja się tak nie bawie ! :O Podsumowując czekam na więcej !!

    OdpowiedzUsuń